Biec przed siebie, ile tylko zdołam.
Uciekać, póki starczy mi sił w nogach.
Milczeć, by nikt nie zwrócił na mnie uwagi.
Przemykać niczym cień, nigdzie nie pozostawać na dłużej.
Biec przed siebie, ile tylko zdołam.
Uciekać, póki starczy mi sił w nogach.
Milczeć, by nikt nie zwrócił na mnie uwagi.
Przemykać niczym cień, nigdzie nie pozostawać na dłużej.
Wiecie, że 7 z 13 stron jakie tym razem popełniłam, stanowi jedna rozmowa? xD Mam nadzieję, że przynajmniej będzie wyczuwalne napięcie między rozmówcami, bo inaczej mnie całkiem znielubicie. (:
Ponad ośnieżonymi szczytami drzew unosił się szary dym. Elissa wiedziała, że nie wróży to nic dobrego. Może Skarbnik słusznie chronił surowce zakopane w głębinach kopalni, skoro aż roi się w tych okolicach od wędrowców. Miała nadzieję, że nikogo nie spotka po drodze, a tym bardziej w samym opuszczonym domu, ale jak widać nadzieja matką głupich. Zbliżała się powoli, wypatrując jakichkolwiek oznak życia. Jej buty skrzypiały na grubym i lśniącym śniegu. W czarnym i długim płaszczu była widoczna z wielu metrów, choć to ona starała się wytropić nieproszonych gości, sama mogła z predatora obrócić się w zwierzynę w mgnieniu oka. Mimo że nie planowała nikomu zrobić krzywdy, to sama nie zamierzała pozwolić, by ją skrzywdzono.
Przeprasza za to, że temat pojawia się w takiej niepełnej formie. Dążyłam do jego rozwinięcia i prawie mi się udało, lecz nie chciałam Was zasypywać dwudziestoma stronami... bo jakoś tak wyszło. Dlatego rozwinięcie tematu wraz z nowym pojawi się podczas następnej publikacji ;)
Nie zamierzała czekać na powrót Cida, spakowała swoje stare ubrania, broń, która wiernie służyła jej od lat i cały bagaż doświadczeń. Nie potrzebowała guru, który zmieni ją w narzędzie nowego porządku. Znała swoją moc — moc, której nigdy nie chciała posiadać.
Jak to u mnie bywa, z piosenki wzięłam jeden wers – ponadto w ten sposób, że najpierw napisałam prawie tysiąc słów, a dopiero potem w ogóle odsłuchałam piosenkę. Dobrze, że zawsze coś podpasuje.
Zastanawiasz mnie, błyskawico
idealisto.
Brzmisz tak prawdziwie.
Zupełnie jakbyś wierzył
w to, co mówisz.
Nie bawisz się w półśrodki,
lecz ja nie znam czystych serc.
Z każdego wyziera głód
i kiedyś trzeba zejść na dno,
żeby go zaspokoić.
Ale ciebie nie sposób pomylić ze złem.
Niedobrze nie patrzy ci z oczu.
A jednak czynisz mój oddech
nierównym i niespokojnym.
I nie spieszysz się z wyjaśnieniem.
Nie wracasz z zaspokojeniem.
Nie wracasz
wcale.
Zinterpretuj cytat:
Wiatr się wzmagał, temperatura spadała, a ciało, wędrującej przez Hinderlandy Elissy, drętwiało z minuty na minutę. Nie chciała spoglądać za siebie, choć gdyby to zrobiła, ujrzałaby jedynie surowy krajobraz i wszechobecne połacie śniegu. Stare miejsce zamieszkania było tak daleko, że stało się jedynie rozmywającym się wspomnieniem, do którego nie chciała wracać. Wiedziała, że powracanie do przeszłości jest jak rozcinanie dawno wygojonej blizny - niczemu dobremu nie służy, a jedynie powoduje ból i nawracanie starych schematów oraz nieprzyjemnych uczuć, które od dawna powinny być przepracowane, albo przynajmniej zakopane głęboko w podświadomości.
Burza mózgów w sierpniu podczas postu z tytułami podsunęła mi pomysł na tytuł dla tej, hm, serii (miejmy nadzieję krótkiej). To trzeci tekst z tego uniwersum i łączy się bezpośrednio z wydarzeniami z "Jeżeli zerwie się wiatr" i "Ciemność czeka cierpliwie".
Wraz z marcem, który rozpoczął się cieplejszymi dniami, niż zapowiadały to prognozy pogody, ja sama zaczęłam wyraźnie odżywać. Miniona zima była dla mnie niesamowitym czasem, bo mogłam cieszyć się związkiem z Theo i być obdarowana jego miłością, ale to zaczątek zieleni w parkach, na drzewach i skwerach sprawiał, że uśmiechałam się także do nieznajomych osób. Moje myśli płynęły spokojniej, inaczej też pochodziłam do pewnych spraw i sumiennie wykonywałam swoje obowiązki.
Nie zaniedbywałam przy tym Księgarni myśli, wręcz zaczęłam pisać więcej tekstów, by mieć ich zapas, dzięki czemu utrzymanie poziomu dwóch nowości na blogu miesięcznie stało się rutyną. To napawało mnie dumą, a przy tym w dalszym ciągu pozwalało dzielić się tymi przemyśleniami, dla których brakowało miejsca w rubryce gazety – Kącik myśli morza był stworzony pod innego odbiorcę i ściśle monitorowany, to na własnym blogu mogłam pozwolić sobie płynąć z uczuciami i tym, co się aktualnie dzieje.
Nie wiem, co mi odjebało z tym drugim tekstem. Jeszcze inna piosenka mi się przyplątała, ludzie. Także taki cross song. No i... Nie planowałam tego.
Troszkę naciągnięte do tematu, ale zainspirowałam się fragmentem “To escape it all”.
Przechadzając się podczas bezsennej nocy, nie sądziłam, że spotkam jakąkolwiek inną żywą duszę. To dlatego byłam zdziwiona, kiedy zmierzając przez przejście dla pieszych, zauważyłam znajomą – jak mi się w pierwszym odruchu wydawało – postać. Przez chwilę myślałam, że tylko mi się przewidziało, że to tylko ktoś znajomy. Moje spojrzenie utkwione w plecach postaci musiało być namacalne, bo nagle człowiek ten odwrócił się, a ja miałam pewność, że to ktoś, kto nie jest mi obcy.
Popołudnie zaczęło robić się późne, a mimo to wciąż musiałam tkwić w sali konferencyjnej i tłumaczyć niezbyt pojętym głowom, dlaczego produkt stworzony przez mój zespół zasługuje na to, by w najbliższym czasie wprowadzić go na rynek. Pierwsze badania wśród ochotników zgłoszonych przez uczelnie z okręgu pokazały, że przyda się on nie tylko studentom, ale także ich wykładowcom czy rodzicom, a nawet młodszemu rodzeństwu. Zadanie to nie było dla mnie żadną nowością, niemniej czułam pewnego rodzaju zdenerwowanie.
Jesteś dużo bardziej zagubiona, niż ci się wydaje.
Zachowaj swoje “przepraszam” na inną okazję. Nie powinno się przepraszać za to, że zrobiło się coś, co konieczne, nawet jeśli ktoś uważa inaczej. Nawet jeśli ja tak uważam.
Między lutym a kwietniem pisałam na swój Wattpad zbiór „Kiedy pogoda jest ładna” dla uczczenia mojego ukochanego koreańskiego serialu (minęły trzy lata od premiery) i dla dwóch tekstów powołałam do życia Luke’a i Bena. Obcując z nimi, zamarzyło mi się stworzenie dla nich serii. Oto są w „Nado” (나도 ; kor. ja też) i będą pojawiać się, kiedy podpasuje temat.
Ostrzeżenie – seria ta będzie miała w sobie elementy boys love, więc jeżeli komuś to nie odpowiada, może te teksty omijać.
Napisz historię o odnalezionym członku rodziny.
Klucze: oddech, tkliwy, zarzucać, piec
Z tego samego uniwersum co wszystkie, z wieloma tematami, których wcześniej nie użyłem. Pierwszy z kategorii „człowiek”. Dobrego czytania.
To było dla mnie zaskakujące, miłe i nieco trudne do zrozumienia – kto chciałby w wolne popołudnie zająć się wypiekami tylko dlatego, że osoba, do której zadzwonił, powiedziała, że będzie to robić? Zachodziłam w głowę, czy to czasem mi się nie śni, i czekałam, aż Theo podjedzie pod supermarket, w którym dokonałam zakupu produktów, które pozwolą mi przygotować smaczne, poniekąd zdrowe, ale i słodkie ciasto marchewkowe z kremem z mascarpone.
Ten fragment będzie powrotem do momentu, w którym Lili-Rose postanowiła opuścić Rosko z powodu zdrady, jakiej się dopuścił. Za zdradę uznała współpracę Rosko z Boginią Etro oraz jej wysłannikiem fal’Cie.
Napisz o dwóch nieznajomych, z których każdy chwyta jeden koniec niezwykle rzadkiego przedmiotu w tym samym czasie w antykwariacie.
Klucze: nadgorliwy, srebro, hipnotyzujący, kucać
Nawet najpiękniejsze miejsce po zmierzchu wypełnia mrok.
Uśmiechnął się ciepło, zamykając mnie w ramionach i wyszeptał:
- Mówię ci, facet był zupełnie obcy, po prostu podszedł i dał mi torbę.
ze wspomnieniem mroku nocy
Więcej
Patrz mi na ręce
Czy widzisz ścieżki żłobiące serce
Mosty łączące życie ze snami
Plan z marzeniami
Oswajasz demony
Pozwalasz przebrać miłości
Nie mam nic do obrony
Uciszasz skutecznie pięści
Czy widzisz mnie
Czy widzisz krążące wokół idee
Dzień połatany śmiechem
Krzyki kojone sumieniem
W końcu staniemy
Twarzą w twarz ze strachem
Pozwól, że nie uciekniemy
Pozwól mi na to czasem
Zbudź mnie
Gdy przyjdzie ich wielu
I wtedy
Na skraju świata
Skończmy odważnie
Ten akt
Jak to tradycyjnie bywa przy wyzwaniach muzycznych – wyciągnęłam z piosenki wers i stworzyłam znowu coś mrocznego. Zima chyba tak na mnie działa, choć widok Oriona wywołuje szybsze bicie serca.
Kolejny tekst z uniwersum K-Ehl. Ci, którzy pamiętają, może znajdą już kogoś lub coś znajomego.
nie studziłeś mnie, podsycałeś
skwierczące
pełne po brzegi były nasze niedziele
tłuste
nasze usta pełne
bolące
jak patrzenie prosto w słońce
niepokojące
twoje blizny blade krążące pomiędzy
moimi snami moimi
udami
Wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku! <3
Część pierwsza dylogii w wyzwaniu nr 135.
Sala
Obrony Przed Czarną Magią, rok 1971
Natychmiast
odwracam się i wychodzę. Muszę walczyć z sobą, by nie rzucić się pędem przed
siebie. W mojej głowie rozprzestrzenia się pożar. Ile jeszcze muszę tego
znieść. Tych spojrzeń w przeszłość na znane twarzy, których nie mogę oglądać.
OH, I'M A WRECK WITHOUT YOU HERE
Wrzesień płynnie przeszedł w październik, pozwalając rozgościł się na ulicach tej piękniejszej stronie jesieni, i świecił przyjemnym słońcem, choć o gorącu można już było całkowicie zapomnieć. Mimo to w moim sercu panowała raczej wiosna, a każda pobudka niosła ze sobą nie złorzeczenie na to, że łóżko jest lepsze od mierzenia się ze światem, lecz radość, bo ponownie miałam zobaczyć się z Theo. Nawet w weekend obudziłam się w bardzo dobrym humorze, co zaskoczyło moich współlokatorów. Ale z niczego im się nie tłumaczyłam — nie byliśmy na tyle blisko, bym chciała to zrobić. Wolałam swoim szczęściem z nikim się na razie nie dzielić, przynajmniej do czasu, kiedy poważnie nie porozmawiamy i nie ustalimy z sunbae, na jakim podłożu wspólnie stoimy.
Część duologii, która przyszła mi na myśl wraz z przypomnieniem sobie o „Life goes on” BTS. Choć sama piosenka ma raczej pozytywny wydźwięk, tu go nie znajdziecie. W następnej części też raczej nie.
Musiałam wrzucić tu ten GIF, bo to jedna z magiczniejszych serialowych chwil w tym roku <3 Ale Theo tak w mojej głowie nie wygląda.