Apel wojskowy:

Nowy temat (czas do 29.03): Lepiej mieć wroga, od którego dostaniesz w twarz, niż przyjaciela, który wbije ci nóż w plecy. Klucze: omen, dwuznaczny, elementarnie, wywoływać

Namierz cel:

niedziela, 4 października 2026

[219] zniesiesz to ~ Miachar

 Dajcie mi „Teach You a Lesson” do oglądania i „Krymigłówki” do czytania, a zacznę pisać coś takiego xD


Przyszła jesień, a tym samym liście na drzewach zaczęły się przebarwiać – niektóre z tych zlokalizowanych nieopodal mojej ulicy przybrały barwy kojarzone z owocem mango. Taki obrazem mógł zapierać dech w piersiach tych osób, które miały czas i przestrzeń, by zachwycać się podobnymi widokami.
Ja nie byłam jedną z nich.
Nie mogłam pozwolić sobie na coś podobnego w chwili, kiedy najwidoczniej zawodziłam na całej linii, a ta była wyraziście gruba i ciągnęła się bez końca.
– Tego też nie zrobiłam… – mruczałam pod nosem, spoglądając na przygotowaną w pierwszych minutach pracy listę zadań do wykonania. – I tego też nie…
Mój wzrok nawet nie dostrzegał linii zielonego pisaka na tych słowach, które mogłam skreślić, bo już należały do działu „wykonane”, o nie. W takim stanie nie było nawet sensu próbować odpocząć przy jakieś muzyce, jak czyniłam to w spokojne wieczory po powrocie z biura. Nie było sprzyjających okoliczności do jakichkolwiek przyjemności, kiedy stres przejmował moje ciało we władanie, a w głowie już rozlegał się alarm, że powinnam spodziewać się telefonów od kierowniczki domagającej się wyjaśnień, dlaczego nie poradziłam sobie ze wszystkim, co zostało mi zlecone.
– Przecież daję z siebie wszystko… – jęknęłam, a do oczu zaczynały napływać mi łzy bezsilności.
Nie cierpiałam tego okresu w roku, kiedy nagle liczba klientów podwajała się – o ile nawet nie robiła się trzy razy większa – i trzeba było ich obsłużyć, a część z nich i tak rezygnowała z proponowanych usług, bo znalazła sobie wygodną wymówkę na wypowiedzenie umowy.
Nie miałam pretensji o to, że muszę przygotować nowe dokumenty i rozliczenia, tłumaczyć podczas rozmów telefonicznych pewne zagadnienia i wręcz płożyć się przed niektórymi ludźmi, bo wydawało im się, że są niezwykle ważni. Nie, to było coś, do czego można było przywyknąć. O wiele bardziej zaczęło przerażać mnie to, jak źle oddziałuje na mnie coś takiego.
Szykowałam się do wypowiedzenia nad notesem kolejnych słów na usprawiedliwienie tego, dlaczego nie radzę sobie tak dobrze, choć powtarzam te czynności, ale wtedy rozległ się wystrzał. To było jak wypuszczenie fajerwerków w sylwestra, ale do ostatniego dnia roku pozostało jeszcze jakieś dziewięćdziesiąt innych dni, to nie była pora na to.
Ale za tym odgłosem przyszło coś jeszcze, czego nie byłam w stanie przewidzieć.
– Dobrze ci idzie – wybrzmiały słowa wypowiedziane przez kogoś, kogo dobrze znałam i komu zawsze zależało na moim dobrobycie. – Zniesiesz to, zobaczysz.
Zaśmiałam się gorzko na te zapewnienia i spojrzałam w kierunku, skąd padły. Mężczyzna siedział na skraju mojego łóżka i uśmiechał się łagodnie.
Brzmiał tak ciepło, że aż chciało mu się wierzyć, bo to zapowiadało, że będzie lepiej.
Tyle że chyba nie warto było słuchać kogoś, kto od dwóch tygodni był całkowicie martwy.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz