Pewnie myślałeś, że będzie inaczej.
Być może myślałeś nawet, że to ty będziesz tym, który mnie zmieni, a później będzie chodził dumny między znajomymi, z wypiętą do przodu piersią niczym bohater zasługujący na jakiś order czy inny medal.
Tylko że z myśleniem to nie do końca ci po drodze, wiesz? Och, pewnie byś się oburzył i głośno protestował, gdybyś usłyszał moją opinię o tobie, ale nie masz możliwości wejść do mojego umysłu i jej poznać. Bo ja wiem, kiedy gryźć się w język i milczeć.
Słyszałam raz, jak próbujesz założyć się z kolegami, że zdołasz mnie ujarzmić, sprawić, że będę ci posłuszna niczym jakiś piesek. Ciekawy cel wziąłeś sobie na muszkę. I nawet zacząłeś z rozwagą brać się do tego zadania.
Karmiłeś mnie tyloma miłymi słówkami, że aż trudno było mi w nie uwierzyć, stąd też moje uprzejme zachowanie. Sądziłeś, że jesteś na dobrej drodze, by mnie do siebie przekonać – nie zamierzałam wyprowadzać cię z błędu, jeszcze nie. O wiele lepsze było przypatrywanie się, jak wręcz wychodzisz z siebie, byle tylko pokazać, na co cię stać, jaki to jesteś wspaniały i jak umiesz sięgnąć po to, co sobie założyłeś, nawet jeżeli chodzi o drugiego człowieka.
Pewnie zasypiałeś z przekonaniem, że jesteś już bliski dopięcia swego. Udało ci się wejść do mojego życia i łóżka, znaleźć szufladę w komodzie dla własnych rzeczy, a nawet wygłosić mi tyradę, dlaczego nasze szczoteczki nie powinny stykać się ze sobą główkami, będąc wsadzonymi do tego samego kubka na wodę.
To może wyglądać tak w każdym zaczynającym się związku, ale nie określałam naszej relacji w ten sposób. Nie grałam w twoją grę podług zasad, które dla niej stworzyłeś. Jesteś taki łatwy w odczytaniu swoich intencji, że aż mi cię teraz żal.
Śpisz sobie spokojnie w moim łóżku, może nawet z przeświadczeniem, że zdołałeś mnie naprawić i uczynić kobietą, która ma już wbite do głowy, że też zasługuje na miłość.
Tyle że ja znam siebie i wiem, że nie jestem w stanie pokochać kogokolwiek.
Wszystko to, co robiłeś, mogło zaprowadzić nas do tego miejsca i dawać ci poczucie wykonania misji, ale czy w ogóle pomyślałeś o tym, że ja też mogę mieć coś do powiedzenia lub prowadzić własną rozgrywkę?
Siedzę przy niewielkim stoliku w kuchni i palę papierosa, którego dym ulatuje przez uchylone okno. Na dworze panuje przyjemny chłód, który głaszcze moją skórę i uwalnia mnie od resztek snu i twojego ciężaru. Pozwoliłam ci, byś się we mnie zatopił, ale powinieneś wiedzieć, że to już się więcej nie powtórzy. Nic więcej się między nami nie wydarzy.
Posiedzę sobie tutaj, może nawet zasnę za jakiś czas, kiedy najdzie mnie spokój. Ty sobie nie przeszkadzaj, tylko obudź mnie, kiedy zsiniejesz z zimna. Wtedy powiem ci, że nie masz już u mnie czego szukać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz