Apel wojskowy:

Nowy temat (czas do 29.03): Lepiej mieć wroga, od którego dostaniesz w twarz, niż przyjaciela, który wbije ci nóż w plecy. Klucze: omen, dwuznaczny, elementarnie, wywoływać

Namierz cel:

niedziela, 18 października 2026

[220] witaj w piekle ~ Miachar

 Już po przekroczeniu progu wiedziałam, że czekają mnie ciężkie pod względem fizycznym godziny. Nie byłby to pierwszy raz – gdyby zajrzeć do mojego planera, w którym zapisywałam co ważniejsze zdarzenia, dałoby się dojrzeć, że podobne zmiany zdarzają się z pewną regularnością.

Tyle że zdawałam sobie także sprawę, jak długie będzie ogarnięcie podobnej zgrai, jeżeli tylko ta zechce się pokazać. Nie miałam też żadnych wątpliwości co do tego, jak mało osób z zespołu jest tego dnia w pracy. Będziemy się dwoić i troić, robić, co w naszej mocy, by spełnić cel i zwiększyć procent zadowolenia u naszych gości, a i tak trafi się taki jeden z drugim, co to będzie narzekał na prędkość, jakby nie widząc, że na obsługę przed nimi czeka kilkanaście innych osób.
Wystarczył mi widok pierwszego z brzegu kolegi, by po jego minie stwierdzić, że w ten sposób wygląda cały dzień, a może być jeszcze gorzej. Skinęłam mu głową na powitanie, po czym przeszłam korytarzem na zaplecze, starając się być przy tym dość czujna i nie oberwać czasem drzwiami z łazienki – niektórzy z młodszych gości mieli w zwyczaju otwierać je prawie że na oścież, blokując tym samym niemalże całą szerokość korytarza i nie do końca świadomie robiąc komuś krzywdę. Zatrzymałam się raptownie, kiedy otworzyły się drzwi z damskiej łazienki, zaczekałam, aż kilkuletnia dziewczynka – z wielkimi oczami na mój widok, bo chyba nie spodziewała się natrafić na kogokolwiek, zwłaszcza obcego – zamknie za sobą i ruszy z powrotem do swojej rodziny i zajmowanego przez nią stolika. Dotarłam do pulpitu blokującego, wbiłam kod i mogłam przedostać się na zaplecze. Poczekałam chwilę, byle tylko upewnić się, że drzwi zamknęły się za mną, nie dopuszczając do tej części lokalu nikogo niepowołanego, po czym przeszłam do damskiej szatni.
Kolejna rzecz, którą mogłam swobodnie przewidzieć, były dobiegające od strony kuchni okrzyki, że coś się kończy, czegoś brakuje, po coś już należy iść. Pomogłabym, ale bez roboczego stroju nie miałam jak wejść do innych pomieszczeń. Należało najpierw się przebrać, dopiero po tym mogłam zgłosić chęć szybszego zaczęcia pracy. Choć właściwie na dobrą sprawę przezywałam kolejny ze swoich krótkich kryzysów egzystencjalnych, kiedy to zachodziłam w głowę, po co mi jeszcze takie zajęcie. Szybko się z tego otrząsnęłam i przeszłam do szatni, by w niej natknąć się na koleżankę pijącą coś z papierowego kubka.
Spojrzała na mnie, uśmiechnęła się smutno jak ktoś, kto doskonale wie, w jakim bagnie tkwi, i przywitała mnie:
– Cześć, dobrze, że jesteś. Witaj w piekle, moja droga. Kolejny zresztą raz.
– Hej, miejmy nadzieję, że tym razem nie będzie trwało za długo.
Roześmiała się i zgniotła kubek w dłoni.
– Wierz mi, dzisiaj krótki kanał raczej nie nastąpi. Do zobaczenia niedługo na kuchni.
Westchnęłam i przyrzekłam sobie, by nigdy więcej nie zgłaszać się samej na nadgodziny. Zdrowie nie było warte tego, by tak je nadwyrężać fizycznie i psychicznie. 

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz