— Przepraszam, Rhys. — Patrzę z przejęciem w twoje oczy, żałując, że nie mogą być jednego, złotego koloru. — To jedyne wyjście.
Dobywam Serca Mroku i wbijam je prosto w twoje.
— Nie... N-nie rozumiem. — Różnobarwne oczy patrzą na mnie w osłupieniu. Zagryzam wargę, ból żłobi zmarszczki na moim czole.
— Ufasz mi? — pytam szeptem.
— Tak — odpowiadasz słabo, lecz pewnie.
— Wiec nie musisz niczego rozumieć. — Podtrzymuję twoje ciało, gdy gaśniesz w moich ramionach.

