Zinterpretuj cytat: Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę.
Klucze: pożądanie, pomarańczowy, wyrzec, błyskawicznie
nie studziłeś mnie, podsycałeś
skwierczące
pełne po brzegi były nasze niedziele
tłuste
nasze usta pełne
bolące
jak patrzenie prosto w słońce
niepokojące
twoje blizny blade krążące pomiędzy
moimi snami moimi
udami
Wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku! <3
Część pierwsza dylogii w wyzwaniu nr 135.
Sala
Obrony Przed Czarną Magią, rok 1971
Natychmiast
odwracam się i wychodzę. Muszę walczyć z sobą, by nie rzucić się pędem przed
siebie. W mojej głowie rozprzestrzenia się pożar. Ile jeszcze muszę tego
znieść. Tych spojrzeń w przeszłość na znane twarzy, których nie mogę oglądać.
OH, I'M A WRECK WITHOUT YOU HERE
Wrzesień płynnie przeszedł w październik, pozwalając rozgościł się na ulicach tej piękniejszej stronie jesieni, i świecił przyjemnym słońcem, choć o gorącu można już było całkowicie zapomnieć. Mimo to w moim sercu panowała raczej wiosna, a każda pobudka niosła ze sobą nie złorzeczenie na to, że łóżko jest lepsze od mierzenia się ze światem, lecz radość, bo ponownie miałam zobaczyć się z Theo. Nawet w weekend obudziłam się w bardzo dobrym humorze, co zaskoczyło moich współlokatorów. Ale z niczego im się nie tłumaczyłam — nie byliśmy na tyle blisko, bym chciała to zrobić. Wolałam swoim szczęściem z nikim się na razie nie dzielić, przynajmniej do czasu, kiedy poważnie nie porozmawiamy i nie ustalimy z sunbae, na jakim podłożu wspólnie stoimy.
Część duologii, która przyszła mi na myśl wraz z przypomnieniem sobie o „Life goes on” BTS. Choć sama piosenka ma raczej pozytywny wydźwięk, tu go nie znajdziecie. W następnej części też raczej nie.
Musiałam wrzucić tu ten GIF, bo to jedna z magiczniejszych serialowych chwil w tym roku <3 Ale Theo tak w mojej głowie nie wygląda.
W tekście użyj sześć emocji: złość, żal, radość, podziw, zaskoczenie, strach.
Czasami chodzenie wieczorami z psem na spacery może przynieść niespodziewaną inspirację…
Z dedykacją dla Naczelnego Konsultanta, który w nadchodzącym tygodniu będzie obchodził urodziny. 생일 축하해, 친구!
Drzwi wiodące do
Wielkiej Sali są otwarte. Uczta już się skończyła. Sklepienie usiane jest
tryliardami gwiazd, które niezmiennie zachwycają. Przy niewielkim,
rozchybotanym i nastrojowym świetle pochodni są bardzo wyraźne na tle
atramentowego nieba i jaśniejszych plam mgławic. Zwykle panuje tu nieopisany
gwar, który teraz przeniósł się w inne części zamku. Wzdycham z nostalgią. Mimo
wszystko mam jakieś dobre wspomnienia. To tutaj Garrett, Lex i ja, każde z
innego domu, na zmianę siadywaliśmy przy stołach Ravenclawu, Gryffindoru i
Slytherinu, spożywając wspólnie niemal każdy posiłek. Dopiero później wszystko
się popierdoliło.
Zaciskam mocno
usta i niemal widzę siebie młodszą, wykłócającą się z Lexem o wynik następnego
meczu i śmiejącą się z żartu, którym Garrett zawsze rozładowywał napięcie
między nami.
Czy dzisiaj jeszcze umiałabym się śmiać? Tak szczerze, z głębi duszy?
To tylko fragment końcowy większego tekstu będącego kontynuacją Orchalis.
Wybrany temat -> emocje. Jak pisałem, to bardzo podchodziło mi pod te emocje.
Tym razem bez słowniczka.