PROLOG
Nie wiesz jeszcze, co się wydarzyło.
Ale już wiesz, ile zostało zabrane.
PROLOG
Nie wiesz jeszcze, co się wydarzyło.
Ale już wiesz, ile zostało zabrane.
Tytuł wzięty z całkowicie innej piosenki, którą akurat mam na zapętleniu przez większość dni, ale w tekście da się wyczuć klimat jednej z dwóch propozycji na ten tydzień. Ktoś wie, którą?
I znów będzie długo! Kurde, wyślijcie mnie na urlop! Ale mam nadzieję, że przynajmniej zaspokoję głód quidditcha ;D
___________________________________________________________
GRYFONI
1993
Niejasne uczucie zagnieżdża mi się w głowie
Ale jakoś nie daje się uchwycić
Ukształtować tak
Bym była w stanie stwierdzić ich kształt
Nie mogłam powstrzymać się od zerkania w stronę zegara, którego wskazówki zdawały się prawie nie poruszać. Zdenerwowanie, które zaczęło rozprzestrzeniać się w moich żyłach, nie pomagało przy utrzymaniu tacy czy podczas odnoszenia naczyń do zlewu. To, że jeszcze byłam w stanie usłyszeć zamówienia gości i poprawnie wprowadzić je na kasie, stanowiło wynik doświadczenia i pamięci mięśniowej, myślami byłam już bowiem na boisku.
Mimo zakończenia emisji „We Are All Trying Here” nadal trzyma mnie mocno, a jednocześnie przemówił przeze mnie Lim Eun Seop.
Miał ze sobą nóż, którym z chęcią ciął powietrze i wszystko, co weszło mu w drogę. Worki z ziarnami, ubrania na wieszakach – jednak robił to tak, by na pierwszy rzut oka nie było tego widać. Takie to miał umiejętności.
Drewniany domek nie chce mnie wypuścić, więc znoście to wraz ze mną (poprzednio te wnętrza w wyzwaniu 206 i 212).
Wyrwany ze swojego zwykłego świata pędził przed siebie z nadzieją, że zdąży, że będzie szybszy niż pociąg, do którego zamierzała wsiąść.
Kolejny raz taka forma, a w niej oddanie mojego małego zachwytu nad dramą „We Are All Trying Here” (dostępna na Netfliksie ; nie sądziłam, że będę miała crusha na Koo Kyo Hwana, choć od kilku lat ma moją sympatię).
Wszedł do środka, wnosząc ze sobą podmuch zimnego wiatru i pozostałości śniegu, który padał przez większą część popołudnia. Otrzepał płaszcz, pozostawiając po sobie wilgotne plamy na podłodze, po czym przeszedł w głąb lokalu, nie zwracając zbytnio uwagi, bo na dobrą sprawę poza nim był tu tylko barman i jeden klient – dość leciwy staruszek, który bywał tu całymi dniami, do swojego małego mieszkanka nad barem zachodzący jedynie po to, by się zdrzemnąć.