Apel wojskowy:

Nowy temat (czas do 29.03): Lepiej mieć wroga, od którego dostaniesz w twarz, niż przyjaciela, który wbije ci nóż w plecy. Klucze: omen, dwuznaczny, elementarnie, wywoływać

Namierz cel:

niedziela, 10 maja 2026

[212] i forgot to breathe ~ Miachar

 Wszedł do środka, wnosząc ze sobą podmuch zimnego wiatru i pozostałości śniegu, który padał przez większą część popołudnia. Otrzepał płaszcz, pozostawiając po sobie wilgotne plamy na podłodze, po czym przeszedł w głąb lokalu, nie zwracając zbytnio uwagi, bo na dobrą sprawę poza nim był tu tylko barman i jeden klient – dość leciwy staruszek, który bywał tu całymi dniami, do swojego małego mieszkanka nad barem zachodzący jedynie po to, by się zdrzemnąć.

Mężczyzna przeszedł dalej, by znaleźć się przy podłużnej ladzie – której kształt niektórym zdawał się być elipsą, kiedy za bardzo popili – i złożyć zamówienie. Oparł się łokciami o drewniany blat mebla, rzucił:

– Jedną szkocką proszę – po czym opadł na najbliższy hoker, wzdychając przy tym ciężko.

Barman przyjrzał mu się, po czym wziął do pracy. Minutę później na ladzie stała już szklanka z bursztynowym płynem, a obok postawiono też miseczkę z solonymi orzeszkami ziemnymi, jakby był to sztandarowy gratis do każdego zamówienia. 

Mężczyzna dotknął szkła, ale nie kwapił się do pierwszego łyka. Zamiast tego trzymał się za prawy bok, jakby chciał ocenić, czy nadal boli. Barmanowi nie umknęło, że koszula klienta w tym miejscu przybrała barwę szkarłatu. Odchrząknął, po czym zapytał, nie tyle z ciekawości, co ze względów bezpieczeństwa:

– Co cię tu sprowadza?

– Seria złych decyzji.

– Nawet nie wiesz, jak często to słyszę – Barman się zaśmiał, po czym nagle spoważniał, jakby przypomniał sobie stan siedzącego naprzeciw klienta. – Mam tylko nadzieję, że wyniki tych decyzji tu za tobą nie wejdą.

– Spokojnie, zostawiłem je wszystkie na zewnątrz. Chociaż… 

To pauza nie wróży niczego dobrego, przemknęło przez myśl barmanowi, który nie spuszczał wzroku z przybysza. Wiedział, że pora jest jeszcze dość wczesna na pierwsze tłumy, które obsiądą większość stolików w lokalu, nie słyszał też o żadnej strzelaninie czy napaści w pobliżu – a mając informatorów w postaci wielu bezdomnych bywających w okolicy pewnie dowiedziałby się o tym tak szybko jak odpowiednie służby – nie miał więc pojęcia, dlaczego klient jest ranny.

W dodatku przybysz nic sobie z tego nie robił, zamiast tego wziął się za picie, a trudno było stwierdzić, czy w ten sposób chce zapić swoje ostatnie zmartwienia, czy może jednak się znieczulić, bo rana nie daje mu normalnie żyć.

– Chociaż? – Barman powtórzył, chcąc całkowicie poznać, na czym stoi, i zorientować się, czy powinien kogoś wezwać, zanim zrobi się tu nieprzyjemnie. 

– Chociaż może o mnie pytać diabeł w niskiej postaci wkurzonej kobiety, od razu ją pan rozpozna.

– Skąd ta pewność?

Mężczyzna uśmiechnął się kącikiem ust, po czym skrzywił, jakby nawet taki niewielki gest wiele go kosztował w obecnym stanie.

– Nikt nie rzuca tak nienawistnych spojrzeń jak ona, a proszę mi wierzyć, nieco za mocno zaszedłem jej ostatnio za skórę. 

Pracownik baru nie bardzo wiedział, co ma na to odpowiedzieć. Przecież nie przekaże szefowi wiadomości o dziwacznym gościu i o kobiecie, która może się pojawić, bo jakie miał podstawy wierzyć, że tak w istocie będzie? Z drugiej strony powinien czuwać nad tym, by żaden z klientów nie zaczął demolować lokalu czy urządzać jakieś burdy, to – wbrew powszechnym pozorom i stereotypom – był bar na poziomie, a nie speluna dla jakichś łotrzyków. Może ci bezdomni, którzy tu wpadali przez zaplecze, wzbudzali podejrzenia, ale że pojawiali się od tylnego wejścia po uprzednim zapukaniu i w porze, gdy bar nie był jeszcze oficjalnie czynny, nie miało to miejsca zbyt często.

– A nie mógłby się z nią pan porozumieć poza barem? Powstrzymać ją przed przyjściem tutaj czy coś?

Gość zaśmiał się, choć wcale nie brzmiał na rozbawionego, raczej na zrezygnowanego, jakby wiedział, że cokolwiek zrobi, to i tak finał nie będzie zbyt dobry, przynajmniej dla niego.

– Buldożera nie da się zatrzymać, jak już raz zostanie uruchomiony, to gna przed siebie, by niszczyć. Z nią jest tak samo. 

– To niech pan może zdjęcie pokaże, bym wiedział, kogo w miarę szybko przegonić, okej?

Zdenerwowanie w głosie barmana nie pojawiało się za często, przejął się możliwym scenariuszem, bo choć z wyglądu określano go mianem twardziela, w głębi duszy był wrażliwy i wiedział, że zareaguje emocjonalnie, kiedy ta kobieta zrobi tu akcję, a przecież o swoją reputację na dzielni także musiał zadbać.

Mężczyzna upił łyk szkockiej, odłożył szklankę i sięgał do kieszeni płaszcza, drugą ręką nadal trzymając się za bok. Krew może już nie leciała, ale w powietrzu zaczął unosić się jej zapach. Barman zmarszczył nos. Chyba będzie musiał włączyć klimę, a później wyspowiadać się z tego pomysłu, ale na podobne sytuacje nie ma rady.

Podejrzewał, że za chwilę jego prośba zostanie spełniona i dowie się, jakiej to niewiasty ma unikać, ale to jakoś nie było mu dane.

Nim klient wyciągnął komórkę, rozległ się dźwięk dzwonka przy drzwiach i do lokalu weszła kolejna osoba. Mężczyźni rzucili spojrzenie w jej stronę i jak barman skinął jedynie głowa na powitanie, tak jegomość wciągnął gwałtownie powietrze, po czym je wypuścił i wyrzucił z siebie szybkie:

– Nie muszę pokazywać, o tym wilku właśnie była mowa.

Na twarzy barmana odmalował się szczery wyraz szoku, takiego, co to ma siłę zmieść człowieka z nóg swoją siłą.

– To… To ona? – zdołał zapytać, przenosząc co rusz spojrzenie z klientki na gościa przed sobą i z powrotem.

Nie za wiele przy tym rozumiał. Kobieta może i była w jego mniemaniu niska – sam miał bowiem dobre metr dziewięćdziesiąt wzrostu, więc większa część społeczeństwa taka była w jego oczach – ale przy tym ani nie wyglądała na wkurzoną, ani nie wparowała do środka jak buldożer, czego się już zaczął obawiać. 

W ogóle nie wyglądała na zdenerwowaną czy wkurzoną, raczej na przegraną, mającą pełną świadomość, że kolejny raz wydarzyło się to samo, a ona zaczyna mieć tego serdecznie dość. Do tego po opisie klienta wydawało mu się, że kobieta będzie miała rozczochrane włosy i obłęd w oczach, gdy w rzeczywistości nowo przybyła klientka była ubrana skromnie, lecz z klasą w garsonkę, włosy miała związane w kok i żaden kosmyk nie odstawał, a na twarzy makijaż robiący za naturalny. Przynajmniej tak mi się wydawało, a sądził, że jest już w stanie to zauważyć, bo z wieloma niewiastami miał do czynienia.

Poza tym była wręcz zjawiskowo olśniewająca. Roztaczała wokół siebie niedającą się opisać aurę. Za kimś takim z pewnością odwracano się na ulicach. Mógłby powiedzieć, że taka schludna osoba nie pasowała do jegomościa przy barze, ale kim był, by kogoś oceniać?

– Dzień dobry.  – Kobieta podeszła bliżej i usiadła na miejscu obok obolałego klienta. – Proszę szklankę wody z lodem, jeżeli ją państwo serwujecie, dziękuję.

Do tego była taka uprzejma i kulturalna! Jak ktoś taki miał mieć kontaktu z gościem jak ten w płaszczu, który właśnie topił wszelkie żale w reszcie szkockiej w takim tempie, że aż z troski chciało się mu powiedzieć, by zwolnił? Przecież to się w głowie nie mieściło!

– Oczywiście, że tak, już podaję – odparł barman i wziął się do pracy, choć jakoś podskórnie wolałby obserwować, co takiego wydarzy się między tą dwójką.

  – Co ty sobie myślałeś? – zwróciła się bezpośrednio do znajomego. Nachyliła się, by spojrzeć na jego bok. – Pokaż mi, musimy wiedzieć, na ile to poważne.

– Nic mi nie jest.

– A ja lecę jutro na Marsa – skontrowała tę pełną kłamstwa wypowiedź. – Widziałam przecież, że cię zaatakował, chcę sprawdzić, czy cię dźgnął, czy tylko może przejechał po skórze.

– Nic mi nie jest – powtórzył mężczyzna, kiedy ona zaczęła podwijać jego koszulę. – Przestań, wystraszysz pana barmana.

– Wydaje mi się, że ty już to zrobiłeś, zanim przyszłam. 

Barmanowi za to wydawało się, że ta kobieta jest jedyną osobą w życiu tego mężczyzny, która zawsze wie, co mu odpowiedzieć, a jej sarkazm zdaje się być czymś, co ten lubi mieć w swojej codzienności. Postawił przed nią szklankę z wodą, po czym spojrzał na nią i zdał sobie zawstydzony sprawę, że i ona patrzy na niego niczym ta otchłań, o której mówił Nietzsche.

– Dziękuję. Ma pan gdzieś na wyposażeniu apteczkę? Wydaje mi się, że wystarczy gaza i plastry, jakiś tani alkohol też poproszę do dezynfekcji.

– Nie będziesz mnie tutaj opatrywać – zaoponował jej znajomy, na co syknęła. Momentalnie zamilkł.

– Widzę, że siebie już znieczuliłeś, ale temu też się trzeba bliżej przyjrzeć. Chyba nie chcesz, by się wdało zakażenie?

– A co z tamtym chłopakiem? Jak się ma?

Barman zastygł w połowie drogi pod blat, bo tam to trzymano apteczkę – bywała potrzebna częściej, niż się wydawało, i to personelowi, który nie zawsze radził sobie z wycieraniem szkła – bowiem nie spodziewał się podobnych pytań.

Czyli w całej sytuacji, kiedy to klient został ranny, ucierpiał też ktoś jeszcze? Co tam się musiało wydarzyć i dlaczego jeszcze nikt z jego siatki kontaktów nie dał o tym znać? Czuł się mocno niepoinformowany, a przez to zirytowany, choć starał się zachować kamienną twarz.

Z dość marnym skutkiem, gdyby ktoś pytał.

– Jemu nic nie jest poza jednym siniakiem na policzku – odpowiedziała, dotykając przecięcia, z którego nie sączyła się już krew. Mężczyzna syknął, jakby nawet delikatność gestu przyniosła mu ból. – Masz szczęście, nie trzeba cię będzie za bardzo szyć, choć ta ilość krwi nieco mnie niepokoi. Boli cię?

Piekielnie, skoro jesteś taka ciekawa. A tak szczerze, to bardziej szczypie. Co do tej krwi… Nie do końca jest tylko moja.

Teraz to w całym lokalu zapadła cisza, nawet żadnej musze nie przyszło przez myśl, by sobie przefrunąć nad zgromadzoną czwórką w tym przybytku, po prostu nie było nic poza oddechami dającymi znać, że wszyscy jeszcze żyją, choć „żyją” mogło się już powoli przestać do kogoś odnosić.

– Co masz na myśli, mówiąc, że nie do końca jest tylko twoja? W co tyś się tak naprawdę wpakował, co?

– W nic strasznego, po prostu użyłem swoich zdolności, by wykrzywić rękę napastnika, tę, w której miał nóż, no i się gościu zranił, a jego posoka wylądowała na mnie. Ot, cała historia.

Kobieta zmarszczyła nos, a barman poczuł, jak robi mu się słabo na samo wyobrażenie. Wrażliwy był, co nie?

– Nie wiem, co brzmi dla mnie gorzej – westchnęła. – To, że nauka sztuk walki i tak prowadzi do przemocy, czy użycie przez ciebie słowa „posoka”. Nie jesteś żadnym Geraltem, co by szedł na wszelkiego rodzaju potwory, by mieć za co żyć, nazywaj więc krew krwią, do tego słowa wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni. – Spojrzała na barmana, a zmarszczki na jej nosie się pogłębiły. – Przepraszam, dobrze się pan czuje? Też potrzebuje pan pomocy?

Barman nie miał pojęcia, jak źle w tej chwili wyglądał, pokręcił głową, chcąc robić za twardziela, ale sekundę później zaczął osuwać się za blat, aż upadł z łoskotem.

W lokalu zapadła kolejna chwila ciszy, po której kobieta westchnęła, obeszła bar i przeszła za niego, by pochylić się nad zemdlonym. 

– I właśnie dlatego powiedziałam ci, byś rzucił w pizdu to całe robienie za bohatera, bo w historiach części ludzi zaczynasz robić za największego złoczyńcę. A ja muszę latać za tobą, by nikomu nie stała się za duża krzywda.

– Przecież po to zostałaś lekarzem, by ratować innych.

– Ale nie tych, z którymi akurat tobie przyszło się mierzyć. Nie jesteśmy Sherlockiem i Watsonem, okej? 

Nie padły żadne kolejne słowa. Kobieta wzięła się za cudzenie barmana, w tym czasie kolega wychylił się za bar i sięgnął po stojąca nieopodal butelkę jakiegoś trunku. Nie była to już szkocka ani whiskey, nie rozpoznał nazwy, ale alkohol to alkohol, na jego strapioną duszę każdy był w porządku, póki umiał znieczulić 

Swojego czynu pożałował w chwili, gdy pierwszy łyk spłynął mi po przełyku 

– Boże przenajświętszy, co za paskudztwo! – pluł wokół, ale smaku nie mógł się pozbyć inaczej, jak wypijając wodę swojej znajomej. – Jak mogą sprzedawać tu takie świństwo?

– Nie sprzedają. – Kobiecie wystarczyło wstać i zerknąć na butelkę, by na nowo się wkurzyć. – To jest woda utleniona w dużej pojemności, ty kretynie. Czy ja cię mam teraz wieź na płukanie żołądka, bo jesteś idiotą i nie umiesz czytać? I jeszcze mi moją wodę wypiłeś, łajdaku jeden!

– Ej, spokojnie, nic wielkiego się nie stało!

Klientka nic nie odpowiedziała, na nowo pochyliła się nad barmanem, który wracał powoli do rzeczywistości 

– Proszę pana, słyszy mnie pan? Wszystko w porządku?

Pracownik lokalu otworzył oczy, po czym zamrugał. Otworzył też usta, ale nie wypowiedział przez moment ani słowa, choć próbował, a podczas tych prób wyglądał jak ryba wyrzucona na powierzchnię.

– Tak… – wychrypiał w końcu. – Ja tylko… zapomniałem oddychać… przepraszam…

Choć gościowi w płaszczu pchały się na usta niezbyt przyjemne słowa, pod piorunującym wzrokiem koleżanki wstrzymał się od wszelkich komentarzy.

– Nic się nie stało, sugeruję jednak, by dzisiaj pan odpoczął. Czy jest ktoś, kto mógłby pana zastąpić w pracy? Jak coś, mogę przedstawić pana pracodawcy całą sytuację i nawet wystawić zaświadczenie lekarskie, że dzisiaj nie powinien pan się nadwyrężać. 

– Ja… chyba tak… tylko… czy ja mogę sobie tu przez chwilę posiedzieć?

Z jej pomocą zmienił pozycję na półsiedzącą, oparł się o ścianę za sobą i oddychał płytko, chcąc się na nowo dotlenić. Lekarka znalazła butelki z wodą gazowaną, którą musieli tu serwować, podała ją barmanowi i przez chwilę obserwowała jego stan. Wiedziała, że po części jest winna tego, co się tu stało, ale za większego sprawcę miała swojego znajomego. Spojrzała na niego, kiedy on uciekał od niej wzrokiem.

– Będziemy musieli się tłumaczyć – rzuciła w jego stronę.

– Wiem.

– Właściwie to ty się będziesz tłumaczył, ja powiem tylko o tym, czego sama byłam świadkiem. I że nie byłam w stanie cię powstrzymać, bo marny ze mnie jasnowidz, nie byłam w stanie przewidzieć, co takiego będziesz wyrabiał.

– Zrozumiałem.

– Znowu dostaniesz upomnienie.

Westchnął ciężko pełen irytacji.

– Wiem, Ha-neul*. Doskonale o tym wiem. Ale czy moje piękne niebo nie może mi być choć raz bardziej przychylne? Znasz mnie, właśnie taki jestem, nie umiem przejść obojętnie. 

– I z tego mamy takie problemy, Ji-gu**. A już myślałam, że mocniej trzymasz się ziemi. Poprzednie doświadczenia niczego cię nie nauczyły?

Barman nie mógł tego zobaczyć, gdyby było inaczej, pewnie kolejny raz by się zdziwił, widząc klienta pokazującego język swojej koleżance. Normalnie jakby byli dziećmi, a nie dorosłymi ludźmi o jakieś tak w miarę ugruntowanej pozycji – przynajmniej w jej przypadku, skoro była lekarzem, o tym typie ciężko było coś jednoznacznie powiedzieć.

Kobieta wypuściła z siebie jeszcze jedno westchnienie, po czym rozejrzała się, chcąc ocenić, czy wszystko jest już w miarę w porządku i mogą sobie stąd pójść, czy trzeba jeszcze coś naprawiać, byle nie być później wzywanym na jakieś wyjaśnienia i wypłaty zadośćuczynienia. Nic w jej mniemaniu nie wymagało już ich obecności. Chciała o tym powiedzieć, kiedy odezwała się jej komórka. Wyciągnęła urządzenie z kieszeni spodni i zmarszczyła czoło.

– To detektyw G. Pewnie już się dowiedział, co takie nawyrabiałeś.

– Przecież ja wcale nie…

– O, i padre się odzywa na grupie. Świetnie, wręcz genialnie. – Schowała telefon i uderzyła mężczyznę w plecy, jakby tym samym chciała przywołać go do porządku. – Chodź, idziemy. 

Słysząc te słowa, barman podniósł się powoli. Może i nie narozrabiali mu w lokalu, ale czuł, że jakieś szkody poniósł, chciał o tym powiedzieć. Wystarczyło jednak, by stanął na nogach, oparł się o blat, a zobaczył, że kobieta pozostawia na ladzie banknot – o wiele przewyższający swoją wartością koszt szkockiej i szklanki wody – uśmiecha się przepraszająco i jeszcze raz wykazuje oznaki troski.

– Przepraszam za wszelkie kłopoty – odezwała się. – Na pewno czuje się pan lepiej? Ktoś pana zastąpi?

– Tak, jest lepiej, dziękuję. Zaraz zadzwonię do szefa i zapytam, czy kogoś za mnie wpuści za bar.

– Dobrze.

Nie odeszła po tych słowach, uznał więc, że czeka, aż faktycznie zatelefonuje, co też wykonał pod jej czujnym spojrzeniem. Zrobił to, w krótkim słowach wyjaśniając, że nie czuje się najlepiej i potrzebuje zastępstwa. Szef coś tam pomarudził, ale zgodził się kogoś wezwać.

– Załatwione – oznajmił barman, na co kobieta uśmiechnęła się, klepnęła kompana ponownie, po czym w ciszy ruszyli do wyjścia – on z przodu, powłócząc nieco nogami, ona za nim, gotowa zadać mu cios za każde nieposłuszeństwo. – Co za dziwna para.

– Niektóre bliźnięta już tak mają – odezwał się chrapliwym głosem siedzący przez cały ten czas przy stoliku pod ścianą starszy mężczyzna, o którym barman całkowicie zapomniał. Podszedł tak cicho do baru, że pracownik nawet nie skierował spojrzenia w jego stronę, póki staruszek nie znalazł się praktycznie tuż po drugiej stronie blatu. 

– Bli… Bliźnięta? Ta dwójka jest rodzeństwem? – Zdawał się być szczerze zdumiony tą informacją. – A skąd pan o tym wie?

– Och, od wielu lat czekałem, aż się z nimi zetknę.

Coś w jego głosie sprawiło, że barman poczuł ciarki przechodzące mu po kręgosłupie.

– Dlaczego pan na to czekał?

– To już nie twoja sprawa – rzucił tylko w odpowiedzi, po czym odszedł śladem tamtych z sobie tylko znanymi zamiarami.

Kiedy lokal opustoszał całkowicie i nawet zapach krwi nie był już wyczuwalny, barman opadł kolejny raz na podłogę za ladą i zapatrzył się w sufit, gotowy zostać w tej pozycji, póki nie skończy się świat.

– To nie na moje nerwy – mamrotał. – Zupełnie nie na moje nerwy.

Może i kilka godzin później jakiś bezdomny miał wpaść z informacjami, ale jego już tu nie było – zgodnie ze słowami lekarki udał się do siebie na odpoczynek. I to długi, bo przez kilka dni nie było siły, która wyrwałaby go z mieszkania.

Do poranka, kiedy znowu spokój jego egzystencji musiała zakłócić właśnie ta dwójka.


*chyba jakiś ciąg dalszy nastąpi* 


___________________ 

* Ha-neul – z koreańskiego znaczy „niebo”.

** Ji-gu – z koreańskiego znaczy „Ziemia”. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz