Opowiedz mi więcej
Po latach walki z wiatrem kłoda na skarpie w końcu osunęła
się. Między korzeniami i czarną ziemią błyszczało coś kremowobiałego. Schyliła
się, rozgarnęła ziemię i schowała zapiaszczony przedmiot. Nie czuła ciężaru
skórzanej torby. Co chwilę dotykała jej dłonią, upewniając się, że znalezisko
wciąż jest w środku.
Kucnęła na nadrzecznej plaży. Grudki piasku odlepiały się
od chropowatej powierzchni kamienia. Był inny niż wszystkie. Pod palcami stawał
się coraz mniej zimny. Przycisnęła go do ust. Uważała, żeby nie zahaczyć go
dolnymi kłami. Z zadumy wyrwał ją cichy śpiew. Na drugim brzegu, kilka kroków
dalej z biegiem rzeki, stała kobieta. Najpierw mignął jej kolczyk w brwi.
Dopiero po chwili zauważyła drugi, w skrzydełku nosa. Włosy miała pełne
drobnych wodorostów, jakby wyszła wprost z nurtu. Ukryta za wysokimi trawami
Nin widziała wszystko. Dźwięczny głos stapiał się z szumem rzeki.
Czy poczujemy to samo?
Caught
between the sheets
Time is
time again
ghost
Just show
me your world
Will we
feel the same?
Nieznajoma kobieta ruszyła powoli ku nurtowi. Zatrzymała
się na chwilę, gdy jej stopy dotknęły szemrzącej tafli. Woda zabulgotała wokół
kostek, jakby rozpoznała znajomy krok. Nin niemal poczuła chłód obmywający jej
stopy. Zobaczyła błysk bransoletki na kostce. Myślała, że kobieta wycofa się,
ale nie... Uniosła wytatuowane ramiona. Przerwała śpiew i roześmiała się do
nieba. Stała pośrodku nurtu, jakby cała rzeka należała do niej. Nin nie potrafiła
odwrócić wzroku.
-Pięknie jest, prawda, moje
niebko? Pięknie, co?
Nin drgnęła i upuściła
znalezisko do rzeki. Pluśnięcie zwróciło uwagę nieznajomej. Orczyca wyprostowała
się i weszła głębiej w nurt. Woda sięgała jej najwyżej do uda, ale kamień wciąż
wymykał się spomiędzy palców. Biegnąc za
nim, złapała się młodej olchy. Gałąź trzasnęła w dłoni, a Nin zniknęła na chwilę
pod powierzchnią.
-Zostaw to! - krzyknęła
kobieta.
-Nie mogę!
Nieznajoma zanurkowała, znikając
pod taflą tak cicho, jakby należała do rzeki bardziej niż do brzegu. Wynurzyła się chwilę później z porowatym
kamieniem w dłoni.
-Mam go. Zobacz!
Nin wycierała piekące od wody oczy. Krztusiła
się, próbując pozbyć się wody z nosa.
-Hej, wszystko w porządku? Chodź
na brzeg.
Nieznajoma złapała Nin za rękę
i wyprowadziła na swoją stronę rzeczki. Orczyca patrzyła uparcie na własne
mokre spodnie i strugi cieknące z rękawów. Gdyby ziemia potrafiła się rozsunąć,
weszłaby w nią bez wahania. Nie spojrzy w oczy tamtej. Za żadne skarby.
-Już, już... Tego szukasz? -
Nieznajoma wyciągnęła do Nin dłoń ze znaleziskiem. Na jej mokrym ramieniu
przysiadła ważka i została tam. - Usiądźmy na chwilę, żebyś doszła do siebie.
Na imię mam Sen, a ty?
-(…)
Wieczorem, już wysuszone, wróciły na brzeg. Usiadły na
kamieniu, który przez cały dzień pił słońce. Teraz oddawał ciepło ich plecom.
Rzeka szemrała gdzieś obok, ale nie domagała się uwagi. Wystarczało jej, że płynie.
-Mogę ci zadać dziwne pytanie?
– odezwała się w końcu Sen.
Nin skinęła głową.
-Czy ty zawsze jesteś taka
sama?
-Jaka?
-Odnoszę wrażenie, jakbyś przez
całe życie słuchała bardziej świata niż ludzi.
Orczyca uśmiechnęła się pod
nosem.
-Każde orcze dziecko dostawało
pierwszy kamień, zanim nauczyło się mówić. Starsi powtarzali, że kamień
cierpliwiej słucha niż ktokolwiek żywy. A ludzie... Ludzie rzadko mówią coś
ciekawego.
-A kamienie?
Nin spojrzała z powrotem na
rzekę.
-Kamienie nigdy nie udają.
Powiedziała to odruchowo. Tak,
jak mówi się rzeczy, których nikt wcześniej nie chciał usłyszeć. Sen odwróciła
głowę, kiedy Nin zamilkła. Orczyca wpatrywała się w rzekę, jakby powiedziała o
jedno zdanie za dużo. Kciukiem obracała porowaty kamień, który zrobił się
bardzo ciepły.
-To ten, który zgubiłaś w
rzece... Co w nim zobaczyłaś?
Pogładziła jego powierzchnię.
-Jeszcze nie wiem. Może nic. Może
wszystko. U nas mówi się, że kamień wybiera właściciela. A niektóre kamienie
trzeba nosić przy sobie, zanim zgodzą się opowiedzieć swoją historię.
Po chwili Sen cicho westchnęła.
-Opowiedz mi więcej.
Rzeka płynęła.
Nin opowiedziała o skałach, które pamiętają ogień. O
tych, które długo zachowują w sobie żar dnia, choć noc zdąży już przykryć je chłodem.
O porostach wybierających tylko jeden rodzaj kamienia. O wodzie, która przez
setki lat potrafi wygładzić nawet najbardziej poszarpaną powierzchnię.
-Zanudziłam cię?
-Nie. Pierwszy raz słyszę, jak ktoś
mówi o czymś, co naprawdę kocha. - powiedziała miękko Sen nie odrywając wzroku
od nieba. Po czym dodała tak cicho, jakby chciała, żeby rzeka usłyszała
pierwsza. - Chyba trochę zazdroszczę
kamieniom.
(...)
-Popatrz.
Sen wskazała cienką żyłkę biegnącą
przez kamień.
Nin pochyliła się bliżej. Wyciągnęła
dłoń dokładnie w tej samej chwili. Ich palce spotkały się na ułamek sekundy. Żadna
nie cofnęła ręki od razu.
Obie udawały, że interesuje je
wyłącznie kamień.
(...)
-Jesteś człowiekiem?
Sen się uśmiechnęła.
-A ty?
- Orczycą.
- Nie o to pytałam.
Ważka usiadła na ramieniu Sen.
Zdawało się, że słucha oddechu kobiety.
(...)
Sarny nie uciekały przed Nin. Była częścią tego lasu od
zawsze. Gdy wracała leśną ścieżką, zauważyła, że przez całą drogę układała w głowie,
który kamień pokaże Sen jutro. Zaraz potem zaczęła się zastanawiać, dokąd
zabierze ją pojutrze. I jeszcze o małej polanie, na którą nigdy wcześniej
nikogo nie zaprowadziła. Gdy była już w domu, w ciemnościach zobaczyła, że jej
kieszeń emanuje dziwną poświatą. Porowaty kamień pulsował seledynowym światłem.
-
(…)
Zapach mokrej
ziemi był tak intensywny, że Nin wyczuła w nim świeżo przewróconą kłodę, zanim
jeszcze ją zobaczyła. Sen z rozmachem przeskoczyła zwalony pień. Zaczepiła o
wystający konar i z godnością godną królowej runęła w paprocie.
Zapadła cisza.
-Nic mi nie jest - oznajmiła z
ziemi. - Poleżę sobie chwilkę tutaj, jeśli pozwolisz.
Nin parsknęła śmiechem. Najpierw cicho. Potem coraz głośniej.
Śmiała się tak długo, aż padła na ziemię obok Sen.
Leżały wśród paproci patrząc na chyboczące się czubki
drzew. Nin odruchowo wsunęła dłoń do kieszeni. Opuszkiem kciuka odnalazła
chropowatą powierzchnię kamienia. Dopiero wtedy rozluźniła palce.
– Który kamień jest twoim ulubionym?
Nin odpowiedziała od razu, jak
wyuczoną lekcję.
-Nie mam ulubionego.
Sen podniosła się na ramieniu,
uśmiechnęła się i odgarnęła orczycy kosmyk z czoła.
-To dlaczego nosisz ciągle ten sam?
(…)
-Tę piosenkę śpiewałaś, gdy się
poznałyśmy. Spiszesz mi jej słowa? Będę ją nuciła w głowie, gdy odpłyniesz.
-Pewnie. Przesuń te kamienie
gdzieś na bok, to siądę do biurka. A teraz nuć ze mną.
-Nie umiem. Ty brzmisz jak
rzeka w letni dzień. Mój głos jest jak te kamienie - Nin wzięła do ręki kryształ
górski.
-Mogę?
Sen trzymała go chwilę w dłoni.
-Jest ciepły. Grzeje.
Nin wzruszyła ramionami.
-Przez cały dzień wygrzewał się
na słońcu.
Sen długo obracała kryształ między
palcami. Westchnęła głęboko.
-On też kiedyś był zimny.
-
(…)
Dni po odpłynięciu Sen nie przypominały życia, które znała
Nin. Wszystko wyglądało tak samo. Nic już nie było takie samo. Nie miała komu
zostawiać otoczaków na ich plaży, które mówiły „Muszę pobyć sama”. Jeden krok w
przód. Później znikała. Sen czekała. Rozumiała. Po miesiącu wiedziała, że już
nie jest tym samym kamieniem, którym była, gdy wpadła wtedy do rzeki. Porwał ją
nurt i mimo tego, że utknęła na chwilę, to coś ciągnęło ją dalej i dalej.
Porowaty kamień na półce gasł.
Gdy się rozstawały, choćby tylko na kilka godzin, Sen
poprawiała Nin niesforny kosmyk włosów, który uparcie opadał na czoło. Nic przy
tym nie mówiła. Po jej odpłynięciu Nin zorientowała się, że sama odgarnia włosy
dokładnie w ten sam sposób. Choć nie potrafiła zrobić tego tak delikatnie.
Weszła do laboratorium tylko po notatki. Na oparciu krzesła
wisiał lniany szal. Nie należał do niej. Podniosła go odruchowo. Pachniał rzeką,
rozgrzanym drewnem i polną miętą.
Miała wrażenie, że wystarczy się odwrócić, a Sen będzie
siedziała przy stole, obracając między palcami kolejny kamień. Do Nin dotarło z
wielką mocą, jak bardzo przestała być jednym z nich.
Z zamyślenia wyrwało ją pukanie do uchylonych drzwi
laboratorium.
-Przepraszam...
W progu stał chłopak z płóciennym
workiem przewieszonym przez ramię.
-Powiedziano mi, że tylko pani
potrafi rozpoznać ten minerał.
Już otwierała usta, żeby spławić
nieproszonego gościa. Jej wzrok zatrzymał się na gasnącym kamieniu. Przypomniała sobie ciche, wyszeptane pewnego
wieczora: Opowiedz mi więcej.
Odsunęła notatki.
-Chodź - rozwiązała worek. -
Zobaczmy to razem.
(...)
Uniwersytet od lat zapraszał ją na wykłady. Dotąd zawsze
odmawiała. Tym razem poczuła, że kamienie mają jeszcze wiele historii do
opowiedzenia, a ona nie chce już zachowywać ich tylko dla siebie. Zdecydowała
się odpowiedzieć na zaproszenie. Kamienie i dokumentację zabezpieczyła w jednej
skrzyni. Sprzęt laboratoryjny spakowała do drugiej.
Seledynowy blask prawie zanikł.
(…)
Nin rozejrzała się po wypełnionej sali wykładowej.
Wiedziała, które kamienie przyspieszają gojenie, które zmieniają smak wody, a
które są przytulnym domem dla rzadkich porostów. Napotkała zaciekawione
spojrzenia studentów.
Wyciągnęła ze
skórzanego woreczka porowaty kamień. Mimo jasnego dnia
intensywne seledynowe światło pulsowało pod jego powierzchnią. Nin zmarszczyła
brwi. Przez chwilę sama nie wiedziała, co widzi. Uśmiechnęła się i położyła go
na katedrze.
-Nazywam się Nin. A to jest nasz pierwszy kamień.
Kosmyk włosów spadł
jej na czoło. Odsunęła go z uśmiechem. Dotknęła kamienia opuszkami palców.
Przez chwilę było słychać tylko oddechy studentów. Mocny, ciepły głos poniósł
się po sali.
-Opowiedzcie mi wszystko, czego o nim nie wiecie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz