Apel wojskowy:

Nowy temat (czas do 29.03): Lepiej mieć wroga, od którego dostaniesz w twarz, niż przyjaciela, który wbije ci nóż w plecy. Klucze: omen, dwuznaczny, elementarnie, wywoływać

Namierz cel:

niedziela, 10 maja 2026

[212] samozniszczenie ~Miachar

 


Kolejny raz taka forma, a w niej oddanie mojego małego zachwytu nad dramą „We Are All Trying Here” (dostępna na Netfliksie ; nie sądziłam, że będę miała crusha na Koo Kyo Hwana, choć od kilku lat ma moją sympatię).





– A niech to wszystko…! – 

Nie kończy myśli, kiedy kładzie się obok mnie

– Cześć


Odwracam nieco głowę, by móc na niego spojrzeć

Patrzę na ten profil, tak znajomy, a jakby za każdym razem inny


Jak to możliwe

Że uśmiecha się nawet oczami

Jakby to w nich

Chował swoją radość 

I te z emocji

Do których tylko nielicznym 

Daje dostęp 



– Cześć –

Odpowiadam

– Wyglądasz pięknie jak kwitnący kwiat –

Dodaję

Nim zdołam ukryć tę myśl za zębami 


Jest zaskoczony moimi słowami 

Może nawet nieco nimi zawstydzony

Ale nie zażenowany

Bo uśmiecha się szeroko ustami

A we własnych jeziorach

Skrywa 

Wdzięczność kogoś

Kto za mało ceni siebie


– Dziękuję

Ale ty chyba nie miewasz się 

Za dobrze

Skąd te sińce


Śmieję się gorzko pod nosem


– Niestrawność –

Znam tę troskę w wyrazie twarzy

– A co ci zaszkodziło?

Znielubi mnie za odpowiedź 

– Życie


Nie muszę na niego 

Patrzeć

By wiedzieć

Że właśnie przewraca oczami


– Musisz cytować Martina?

– To najbliższą mi osoba

– Z fikcyjnych

– Żywe nie do końca mnie rozumieją 


Kolejne westchnienie chce

Opuścić jego klatkę piersiową 

Powstrzymuje się

Jakby sądził

Że urazi mnie 

Za bycie ludzkim 

W swoich odruchach


– Ja cię rozumiem, przynajmniej się staram

– wystarczy, że tolerujesz 

– Nie mogę się z tobą pokłócić?

– A to warto, kiedy wiadomo, że się nie ugnę?

– To zrobię sobie z tego celu w życiu – wygrać kiedyś z tobą w kłótni 

– Powodzenia


Niebo płynie nad naszymi głowami

Jakby nie zdawało sobie

Sprawy z wszystkich trosk

Jakie spadają na ludzi 

Każdego dnia


Nawet w tej sekundzie

Nie jestem od nich wolna 


– A ty? –

Jego głos przebija się 

Do mnie niczym wśród fal

Choć grunt pod nami jest twardy

I tak namacalny

– Znalazłaś sobie cel na najbliższy czas?


– Tak

Lubię uśmiech zadowolenia

Który rozjaśnia jego twarz


Szkoda, że jestem odpowiedzialna

Za to

Że tak szybko gaśnie


– Jaki?

– Nie czuć już lęku.

– To nie są twoje słowa


Umie rozpoznać

Gdy cytuję

Powtarzam

Ale czuję, że jest w tych słowach

Coś mojego

Odbicie

Moich myśli i uczuć

Których sama nie umiem nazwać


– Ale pasują do tego, co czuję


Wiem

To spojrzenie wwiercające się we mnie

Sprawdza

Czy prawda miedzy nami może być tak przykra

Czy to ja wyznaję właśnie

Jak jest źle


Nie chcę żadnych pytań

Zmieniam temat

Szybciej i łatwiej niż

Da się zmienić coś istotnego we własnym życiu


– Chcę tam wrócić –

Oznajmiam i wskazuję rękę w stronę

Gdzie na wzgórzu od lat rośnie

Drewniany dom 

Pełen tajemnic żyć

Które przydarzyły się tam

Przed nami

– Chcę nauczyć się szyć, to też moje cele –


Nic to nie daje

Nie jestem w stanie 

Go zmylić


– Tak się właśnie czujesz? Źle?

– Piekielnie źle 


Wciąga powietrze 

Gwałtownie

Niczym nadchodzącą burzą

Wydaje z siebie dźwięk

Po czym przysuwa się 

I obraca mnie do siebie tak

By chwycić w ramiona


Jedno spowolnione bicie serca


Ta pozycja nie jest zbyt wygodna

Kiedy zalegamy na polanie

Wśród szumu liści 

Pewnie zabijając w ten sposób

Tysiące istnień mniejszych

Od naszych wyobrażeń

Których nie jesteśmy w stanie

Dojrzeć gołym okiem


– Dlaczego…

– Bo wiem, że tego właśnie potrzebujesz. Przytulenia


Nie chcę 

By urządzał mi tu jakąś terapię

Ale


Drugie spowolnione bicie serca


– Ułoży się –

W jego głosie jest więcej pewności 

Niż w całym moim pojęciu świata

W którym żyję 

– Skąd możesz to wiedzieć? Przecież marny z ciebie jasnowidz

– Lepszy od ciebie

– Nie wydaje mi…


Zamyka mi skutecznie usta

Dzieląc się jednym

Całusem

Ulotnym jak dotknięcie motylich skrzydeł 


Trzecie spowolnione bicie serca


– Co ty robisz? –

Przemawia przeze mnie

Zdziwienie i zmieszanie 

Tłumię w sobie nadzieję

Bo wiem

Że na nią nie zasługuję 



– Staram się oddalić cię 

– Od czego?

– Od myśli o samozniszczeniu


Samozniszczenie


Tak mogę nazwać to

Co mnie więzi

Co mnie trzyma

I nie chce puścić

Jakby uznało

Że to jeszcze nie pora

Na koniec świata 



Czasami nachodzi mnie myśl

By się zniszczyć

Bo niewiele rzeczy ma sens


Ale kiedy patrzę w jego oczy

Nie jest mi tak źle

Jak jeszcze przed chwilą

Czuję się widoczna

Dostrzeżona

Chciana


– Nie powinieneś całować mnie

Kiedy ktoś może nas zobaczyć –

Tłumaczę

Choć jego to tylko bawi

– Niech widzą

Może wtedy i ty mnie dostrzeżesz

Jak ja widzę ciebie


– Aż tak ci na tym zależy?

– Zależy mi na tobie

Więc nie odchodź za szybko

Dobrze?


Samozniszczenie chyba musi

Poczekać

Póki nie znudzą mi się

Te ramiona

Te pocałunki

Te spowolnione

Ale tak mocne bicie serca


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz