Święta w alternatywnej rzeczywistości Zaun. Weosłych ;)
PS. Jeszcze chyba dodam jedną scenę!
Święta w alternatywnej rzeczywistości Zaun. Weosłych ;)
PS. Jeszcze chyba dodam jedną scenę!
Świąteczny grudniowy świt
przywitał mnie idącą
przez miejski rynek,
zmarzniętą, z pluszowym skrzatem
przy piersi
Świąteczny grudniowy świt
zaczął się o siódmej czterdzieści pięć
dla mnie i tych dwóch
właścicieli psów będących
na pierwszym spacerze
Świąteczny grudniowy świt
pozwala na sen, odpoczynek,
barwi się lampkami na choinkach,
pachnie piernikami i ciepłem,
choć dla mnie dzieje się na zewnątrz
Świąteczny grudniowy świt
będzie się jeszcze powtarzał,
choć w zmienionym składzie świętujących,
ale dzisiaj pozostawiam mu tylko
tego jednego skrzata
Mam nazwę dla serii. Prosta, co prawda, ale wiadomo już, o co chodzi.
Temat postanowiłam sobie ująć w czasie przeszłym, jak się dzieje cała akcja.
A, mała niespodzianka – w tekście pada imię i nazwisko drugiego pomocnika. Nareszcie?
Gwar w Ostatniej Kropli nie różni się niczym od gwaru, który obowiązuje klub w każdy inny dzień. Gdzieś rozlewa się piwo, rozbija szklanka, przy szafie grającej wykłóca się kilka osób, a kule bilardowe szybują w powietrzu między niezadowolonymi z partii graczami. Dzień jak co dzień. Kolejni klienci otwierają drzwi w grobowym nastroju lub już podpici, lecz niektórzy z tych bardziej trzeźwych zatrzymują się na dłużej w drzwiach. Zwracają uwagę na niepokojące dźwięki, które przedzierają się przez zwykły barowy zgiełk. Stłumione wrzaski. Przekleństwa. Łomoty. Ci mądrzejsi się wycofują, domyślając, co to oznacza.
Temat 180:
Ostatnim razem, gdy ci zaufałem, wszystko straciłem.
Klucze: duszny, zawiłe, zaświaty, słowo
W drugiej połowie października, wracając z wesela młodszego brata, mój bliźniak i jego żona poprosili mnie – operatora muzyki na czas podróży – o włączenie „Proszę, kochanie” CeZika. I się zaczęła powtórka z rozrywki. Jak parę miesięcy temu gnębiłam „Maryś”, tak teraz ten utwór brzmi mi w głośnikach niemal codziennie i dziwnym trafem pasuje do dwójki z tej serii.
Na razie wyodrębniłam sobie pięć wersów, w tekście poniżej dokonałam małej parafrazy jednego z refrenów, ale coś się tu może zdarzyć. Romans, na przykład.
Dios, dopomóż.
Więc... powiedz mi młody wilku. Czy chcesz ukarać tych, którzsy ci zawinili?
Klucze: niepotrzebnie, słuszny, zwariować, tekst
Potarłam oczy, ale to nic nie dało. Tekst nadal jawił mi się jakoś niewyraźnie, a krople już się skończyły. To był znak od wszechświata, że pora skończyć redakcję własnych dzieł i sprawdzić, czy nie wpadło mi żadne zlecenie od Davida.
Temat 178:
Miałem wgląd w jego umysł. Wiedziałem, co planował.
Klucze: sprawa, nicość, zaległy, pamiętać
Chyba powinnam zacząć myśleć nad nazwą dla tej serii, skoro Gracie Hae pojawia się po raz czwarty. Na razie jest jej imię, ale chyba potrzebuję czegoś więcej. Jakieś pomysły/sugestie?
Chciałabym utopić się
W czarnej kawie
Wejść w nią niczym w nicość
I dać się sparzyć
Bez zostawienia ran
Na bezbarwnej skórze
Niczym zaległy śnieg
Zatrzymują mnie czyjeś ramiona
Gdy gnam ku przepaści
Przed skokiem
„dlaczego to, dlaczego”?!
I tak nikt nie słyszy
Dają mi naganę
Zbyt piskliwym głosem
„dlaczego to, dlaczego”?!
Przecież to nie ich sprawa
Nie ich życie
Przeszłość, przyszłość i teraźniejszość
By wchodzić z butami
Suszyć głowę
I tworzyć własne scenariusze
Nie godzę się na posłuszeństwo
Gdy nie ma szacunku
Gdy wkłada się nieprawdę w moje usta
W moje sny czary
A do ręki narzędzia do torowania
Drogi dla krwi
Co im przyjdzie z prób
Oswojenia mnie jak lisa
Kiedy mój dom jest gdzie indziej?
Za chwilę, za moment
Nie będą mnie pamiętać
Lecz nadal próbują
„dlaczego to, dlaczego”?!
Wiem, że się rozpisałam, ale musiałam to skończyć.
Tak, perspektywa Vincenta pojawiła się po raz pierwszy ;)
Minęły lata, gdy ostatni raz przemierzałem te korytarze, zimne i deprymująco eleganckie. Nic się nie zmieniło, jakby czas się tu zatrzymał, choć na każdym kroku zderzam się z potworną nowoczesnością. Shin-Ra zawsze wyprzedzała swoje czasy, lecz teraz pasuję tu jeszcze mniej niż kiedyś. Gdy tu pracowałem, nosiłem garnitury i wyglądałem bardziej jak... człowiek. Teraz postrzępiony dół czerwonej peleryny zamiata wypolerowane na wysoki połysk posadzki, a spod płytowego obuwia niesie się metaliczne echo ciężkich kroków.
Zatrzymuję się przed terminalem, który ogranicza dostęp na piętra od sześćdziesiątego wzwyż. Zakładam ukryte pod peleryną ręce na ramiona. Muszę dostać się na sześćdziesiąte ósme. Tam mieściły się niegdyś laboratoria. Jeśli wciąż się tam znajdują, mogą być tam akta, których szukam.
Moje własne akta.
Muszę… dowiedzieć się, co dokładnie mi uczyniono.