Znikamy obie
- Masz w dupie co o tobie sądzę.
Prawda?
- Tak. Choć nie wiem, czy tak
jest naprawdę. Musiałabym dokładnie pomyśleć.
Jak
wtedy, gdy pomyślałam, że nie muszę decydować. Leżałam w swoim pokoju, a na
mnie koty. Zadzwonił telefon. Nie powinnam odbierać. Jestem teraz w procesie.
Nie mogę wchodzić w żadne nowe relacje. Prawda byłaś taka, że nie odebranie
tego połączenia też było decyzją. Byłaś wtedy prawie niewidzialna. Dzwoniłaś z
daleka. Przecież to był tylko raz. Czy powiedziałam za dużo? Za dużo obiecałam?
Musiałam się ratować. Uciekać z płonącej łodzi.
To
wygodne – mieć w dupie. Maniewdupie. I przyjemność niespodziewana. Ale czy sam
fakt, że ona mówi, że jest Jedyną Prawdą i uważa się taką jaśnistą i niepokalaną,
nie stawia jej w jakimś zbyt mocnym świetle?
I
co z tego, skoro mocno boli mnie gdzieś w środku?
Pamiętam
jak mama powiedziała: „Prawda sama się obroni.” „Trzeba być prawdomównym”. Bałam
się iść do spowiedzi przed Pierwszą Komunią. Mama mówiła, że trzeba zawsze mówić
prawdę. Ale co z dniami, gdy mówiła ojcu, że ta sukienka jest stara, i że
kurtka kosztowała połowę swojej ceny? Co z dniami, gdy pozwalała mi nie iść do
szkoły, słuchałyśmy muzyki a w usprawiedliwieniu pisała, że byłam chora?
Szłam
powoli chodnikiem. Zadowolona z brązowego płaszcza, w którym było mi bardzo do
twarzy. Z niebieskich oczu, brązowych włosów, poprzetykanych pojedynczymi
siwymi włosami. Pachniałam czymś drogim. Pachniałam sobie ładnie.
Szłam
w stronę bulwarów, na których już na mnie czekał. Miał jasne włosy, ciemne
oczy, jakieś śliczne dłonie i usta. Czy uda mi się tym razem powiedzieć coś w
rodzaju prawdy? Czy moja twarz zmieni się od ciągłego udawania? Szary beton
odbijał odgłos kształtnych obcasów. Z lewej strony mknęła niebieska Wisła. Z
prawej słychać było szmer samochodów.
Co
jest tą prawdą, która ma mnie w dupie? – myślę, i udaję, że nie wiem o czym myślę.
Czy
minę ją po drodze do tam, gdzie idę? Wolę prawdę, która mnie zapyta, czy to na
pewno dobry pomysł. Jest tylko jedna rzecz, o której nie chcę myśleć. Jasna dłoń
w mojej dłoni. Wymyśliłam siebie już wiele razy. Czy to kolejna wymyślona
wersja mnie? Czy do niej dotarłam? Umiem żyć równolegle. Rozpostarta między tym
a tamtym, a jednak ani w rzece, ani w sznurze samochodów. Spaceruję pomiędzy rwącymi
nurtami w poszukiwaniu ust, które będą milczeć, całować, o nic nie pytać. Nie
prosić o deklaracje, plany na lata, zobowiązania, kokardki, ciepłe herbaty.
Złapałam
ciepłą dłoń, która odkryła się obok mnie. Złapałam smukłe palce. Gdyby zapytał
mnie ten jasnowłosy, czy zgodzę się na każdy jego wybór, to co odpowiem? Czy
roześmieję się, powiem „nic nie zmieniaj”, a może wystosuję jakieś żądania?
Powinno się chcieć rzeczy. Gdy nie chcesz, nic nie dostajesz. Gładzę delikatne
palce. Nie chcę od nich wszystkich niczego, tylko żebym się czuła tak, jak się
czuję. Na swoim miejscu. Mądra. Chciana. Czy to minimum sprawia, że jestem
mniej warta?
Zerkam
w bok. Ona idzie obok. Lekko przezroczysta, przebiera nogami kilka centymetrów
nad szarym betonem bulwarów. Psy podbiegają, próbują skakać na jej kolana, ale
natrafiają na pustkę.
-Wiesz co o tobie myślę,
Prawdo?
-Wiem. Przecież jestem tu od
zawsze.
-Bardzo się zmieniłaś przez te
lata. Byłaś kiedyś taka oczywista. Teraz masz ciemne okulary, pachniesz lasem,
jeziorem. Miałam ci wierzyć, ale wtedy w szkole nikt nie chciał słuchać o tym, że
jestem szara. Zmyślałam historię o dalekich, bogatych krewnych. Wymyślałam
sobie ojca. Wakacje w Alpach.
-Wiesz, chyba rosnę tak jak ty.
Myślałaś, że czas mnie ominie? Wiem, że niektórzy mówią, że nie warto się
zmieniać, ale jednak jestem relatywna. Tak jak ty. Składam się z kopiuj, wklej,
ale też, zobacz, jakieś części mam przeszczepione z mądrych książek. Czytałaś
Ulisessa i okazało się, że życie może być zabawne, choć wydawało się długie i
trudne do przetłumaczenia. Zawsze stałam blisko, zarumieniona słuchałam jak
bredzisz...
-No właśnie, to jesteś moją
prawdą, czy już nie?
-Wiesz, jestem polepiona z różnych
nieb, spraw, doświadczeń. Można mieć więcej niż jedną prawdę. Im wszystkim możesz
być doskonale obojętna.
-Pamiętam, kiedy zostałam zbita
cienką smyczą, mimo że powiedziałam prawdę. Zrobiłam źle, ale powiedziałam
prawdę. Albo jak on powiedział mi prawdę, a to mnie prawie zabiło. Wciąż jestem
troszkę zabita. Czy jesteś smutna?
-To jest dobre pytanie. Czy
prawda musi być smutna? Pewnie czasem tak. Musisz przeze mnie rezygnować z różnych
rzeczy, które mogłyby być miłe.
-Mogłam spać z nim, z nią,
udawać, że nikt nie będzie płakał. Odebrać telefon, ciągnąć dalej tę relację.
Zjeść to wszystko i udawać, że wcale mi to nie zaszkodzi. Zastanawiałam się czy
bycie blisko z prawdą się opłaca.
Puszczam delikatne, ciepłe,
nieistniejące palce. Przyspieszam. Prawie biegnę. Obcasy stukają miarowo w
beton bulwarów. W oddali widzę miękką sylwetkę. Jasne włosy falują na wietrze.
Jasne włosy znajdują mnie we śnie. Jesteś snem, który nigdy nie istniał.
Przezroczysta dłoń łapie mnie za włosy. Przezroczysta dłoń gładzi mnie po
palcach. Łapie mocno. Obracam się. Moje łzy wsiąkają w przezroczyste włosy,
które pachną jak szale mamy. Znikamy obie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz