Apel wojskowy:

Nowy temat (czas do 09.06): — To zły pomysł. — No cóż, te dobre skończyły się już dawno. Klucze: codziennie, nieszczęśliwy, wydobywać, rumień

Namierz cel:

niedziela, 1 marca 2026

[207] kto ci na to pozwoli? ~ Miachar

– Do diaska, wszystko nie tak – mruknąłem do siebie, zrzucając z biurka stosik teczek ze starymi fakturami, drukami z wykładów, ale pod nimi i tak nie dostrzegłem notesu. – Gdzie on jest, do jasnej cholery?

Tego dnia nic nie szło tak, jak powinno, dosłownie nic. Wstałem, nie usłyszawszy wcześniej budzika, przez co byłem spóźniony na pierwsze zajęcia. W łazience poślizgnąłem się na śliskiej podłodze i nabiłem siniaka na łokciu. Ochlapując twarz, nie zwróciłem uwagi na to, że nie mam w pobliżu żadnego ręcznika – tych wypranych nie udało mi się jeszcze rozwiesić do schnięcia – pasta w tubce akurat się skończyła, tak samo jak kawa w słoiku, do tego ulubiony kubek wypadł mi z ręki, kiedy wyciągałem go ze zmywarki. Koszula, którą wyprasowałem wczorajszego wieczora, spadła z krzesła i na nowo się pogniotła, a nie miałem czasu ponownie sięgnąć po żelazko. Do tego autobus prawie mi uciekł sprzed nosa, do ulubionej pączkarni była kolejka jak stąd do Chin – a przecież Tłusty Czwartek był miesiące temu, ludzie złoci! – i wyprzedały się wszystkie z adwokatem, z kawowym nadzieniem ledwie co załapałem się na ostatni, poparzyłem się kubkiem z gorącą kawą, a w windzie na kampusie spotkałem z rektorem wydziału i musiałem świecić oczami, bo nadal nie udało mi się wygenerować jednego raportu.

Ten dzień był mega kiepski, a ledwie co minęła dziesiąta rano. Właśnie teraz potrzebowałem iść po kolejną kawę i upewnić się w sekretariacie instytutu, że wydarzenie, które organizowałem, jest już prawie gotowe, tylko właśnie zniknął mi gdzieś notes z wszystkimi zapiskami.

– No kurde no! – zagrzmiałem już wyraźnie i głośno, kiedy przedmiotu nie było na blacie biurka ani w jego szufladach, choć ich zawartość spoczywała na podłodze u moich stóp. – Gdzie to jest!

Dobrze, że zawsze dbałem, by drzwi do mojego niewielkiego gabinetu były zamknięte, inaczej musiałbym liczyć się z utyskiwaniem i komentarzami przechodzących przed nimi studentów, a tak słyszały mnie tylko cztery ściany i ta jedna zbłąkana dusza, której przyszło dzielić ze mną pomieszczenie.

Kiedy ja wyrzucałem część swojego dobytku na panele, stała przy wąskim regale, co rusz rzucając mi nieodgadnione spojrzenie. Gdy ponownie chciałem zajrzeć w czeluść mebla, podeszła do mnie i wyciągnęła w moją stronę rękę.

– Proszę – powiedziała chłodno, a ja spojrzałem na trzymany przez nią przedmiot.

Którym okazał się być mój notes.

– Jak…? – Patrzyłem na nią w lekkim osłupieniu. – Gdzie… Gdzie go znalazłaś?

– Odłożył go pan wczoraj tu na półkę, między Dostojewskiego i którąś z sióstr Brontë, mówiąc, że tu jest bezpieczny i z łatwością go odnajdzie. – Spojrzała w dół na chaos u naszych stóp, a ja zarumieniłem się zawstydzony. – Jak widać, nieco się pan w tym przeliczył. 

Lekki rumieniec wystąpił mi na policzkach. No tak, plotłem coś takiego wczoraj przed samym wyjściem i zupełnie nie pamiętałem, gdzie właściwie wcisnąłem notes. To już musiała być starość, kiedy tak łatwo przychodziło mi zapominanie o dość ważnych przedmiotach w moim otoczeniu.

– Dziękuję.

Kobieta uśmiechnęła się na mgnienie oka, po czym znowu spoważniała. Nie była do końca zabłąkaną duszą – to do mnie bardziej pasowało to wyrażenie – tylko moją asystentką, choć po odebraniu dyplomu z wyróżnieniem mogłaby być wszędzie indziej. Uczyłem ją, była świetną studentką, ale nie trzymałbym jej tu na siłę, sama chciała związać się zawodowo z uczelnią. Nie umiałem stwierdzić, czy ostatnie trzy semestry utwierdziły ją w tym, że chce podążać ścieżką podobną do mojej, bałem się zapytać o to wprost, bo jej odpowiedź mogłaby okazać się dla mnie koniecznością ułożenia własnego świata na nowo.

A że ten dzień nie układał się dobrze, był właściwie jednym pasmem nieszczęśliwych zdarzeń, aż tak nie zaskoczyło mnie, kiedy odezwała się w następujących słowach:

– Mam zamiar poinformować w kadrach o tym, że zostaję tylko do końca tego roku akademickiego i odchodzę.

Ot tak, po prostu, jakby za tym oznajmieniem nie miała iść żadna zmiana, gdy w rzeczywistości było całkowicie odwrotnie.

Ponownie spojrzałem w jej stronę, a wyraz mojej twarzy musiał świadczyć jedynie o tym, że choć podobne nieprzyjemności już mnie w ciągu ostatnich godzin spotkały, to ich liczba jednak nieco mnie przytłoczyła.

– Ty… Co?

– Rezygnuję z pracy tutaj – powtórzyła w krótszym zdaniu. – Dzisiaj mam zamiar zanieść wypowiedzenie.

Te słowa obijały mi się w głowie niczym piłeczki w jakimś wielkim bębnie – niczym w pralce albo w losowaniu lotka – ale w pierwszej chwili uciekał mi ich sens. Jakby znaczenie tej wypowiedzi potrzebowało być przetworzone przez więcej nerwów niż to wygląda podczas zwykłej rozmowy. 

– Chyba nie mówisz poważnie – zabrzmiałem żałośnie, ale naprawdę nie umiałem sobie tego ot tak wyobrazić.  – Kto ci na to pozwoli? – zapytałem, jakbym chciał pokazać, że mam tu jakąś władzę, choć prawda wyglądała zgoła inaczej.

Kobieta wytrzymała moje spojrzenie, pozostający przy tym zupełnie chłodna. 

– A kto mnie powstrzyma? – rzuciła, a pod mną ugięły się kolana.

Musiałem przytrzymać się biurka. Miała rację, przed nią nie leżały żadne kłody, które miałyby powstrzymać ją przed podjęciem takiej decyzji. Nie było człowieka, który mógłby jej tego zabronić, bo sama decydowała o sobie i o tym, czego w życiu potrzebuje, by czuć się spełniona i szczęśliwa.

– Nikt – odparłem, a świadomość tego, co się właśnie dzieje, uderzyła we mnie z mocą jakieś bomby.

Mówiłem, że ten dzień jest zły, prawda? Cóż, nie spodziewałem się, że może stać się jeszcze gorszy. Co mnie spotka, jak będę wracał do domu? Sama śmierć?

Chyba aż tak by mnie to nie zdziwiło.

Asystentka chyba wyczuła, jakie myśli właśnie mnie dopadły, podeszła o kilka kroków do mojego biurka tak, że teraz stała właściwie na wyciągnięcie ręki ode mnie. W tym niewielkim pokoju odnosiłem wrażenie, że stale jest blisko, ale teraz… Była najbliżej z wszystkich razów, kiedy byliśmy tu razem. 

– Wiem, że to nieco zaskakujące, że wcześniej nie dawałam znać, ale po prostu wolałam najpierw sama dobrze to przemyśleć. Przepraszam, że tak z tym wyskoczyłam.

– Nie, nie przepraszaj, po prostu… – Odłożyłem notes na blat biurka i westchnąłem. – Chyba na tyle przyzwyczaiłem się do twojej obecności, że nieco ciężko mi teraz wyobrazić sobie, że cię tu nie będzie. 

– Nie odchodzę od razu – wyjaśniła, odsuwając się pod jeden z regałów i poprawiła słownik wyrażeń bliskoznacznych, żeby tylko nie spadł komuś na głowę. – Jeżeli kadry przyjmą moje wypowiedzenie, a rektor je podpisze, będę tutaj jeszcze przez półtora miesiąca.

– Ale odchodzisz, a to samo w sobie stanowi dla mnie powód, by bać się kolejnych dni – wyznałem cicho, bo przyznawanie się do słabości zawsze przychodziło mi z trudem. 

Na nowo odwróciła się twarzą do mnie, dzięki czemu mogłem zobaczyć, jak przez jej usta przemknął delikatny uśmiech.

– Jest pan o wiele silniejszy niż dawniej, profesorze. 

Prychnąłem, nic sobie nie robiąc z jej słów. Przyjąłbym je jak najlepszy komplement, gdyby tylko okoliczności byłe inne. W tej chwili czułem bowiem, jak wiele rzeczy w moim życiu właśnie wali mi się wprost na głowę.

– Czym… Czym chcesz się teraz zająć?

Nie powinienem skupiać się w tej chwili tylko na sobie, dla niej ta decyzja też wprowadzi coś nowego do życia, zdefiniuje je w inny sposób, zmieni coś, co dotychczas było stałością. Podejrzewałem, że nie przyszło jej to łatwo, bo tak było mi lepiej niż zakładać, że wciela coś spontanicznego – gdyby zdecydowała się na wypowiedzenie przed chwilą, zanim przyszedłem do gabinetu, poczułbym się naprawdę mało istotny. I do tego tak cholernie pogubiony w tym, co powinienem robić, nie mając stałego oparcia w żadnym człowieku.

Zamyśliła się, zanim udzieliła mi dość wyważonej odpowiedzi.

– Myślałam o tym już jakiś czas. Postanowiłam pójść na kurs scenariopisarstwa i spróbować swoich sił w pisaniu sztuk teatralnych. Może nie od razu stworzę coś wspaniałego, co zachwyci reżyserów i pozwoli mi rozwinąć skrzydła w tej branży, ale czuję, że to mój czas, by spróbować.

Tego się nie spodziewałem. Oczywiście wiedziałem, że jest uzdolniona, że za pomocą słów tworzy światy, które zapraszają do środka, kuszą i przynoszą ze sobą przygody, które człowiek bierze za coś więcej niż jedynie wytwór wyobraźni – sam przecież czytałem to, co tworzyła na zajęcia podczas swoich studiów – ale nie sądziłem, że już czuje się gotowa na rzucenie w tę wodę.

– No cóż, to ciekawy plan i oczywiście życzę ci powodzenia… – zacząłem, nadal brzmiąc bardzo żałośnie – ale myślisz, że zdołałem nauczyć cię już wszystkiego, by przygotować na życie na łasce i niełasce krnąbrnych i aroganckich producentów, reżyserów i osób z branży, którym podoba się to, co tworzysz, a którzy przy tym z zazdrości są gotowi podstawić ci nogę?

Zaśmiała się, jakbym ją rozbawił, choć wcale nie miałem takiego zamiaru. Wiedziałem, że umie radzić sobie z przeciwnościami losu – na własne oczy widziałem, jak będąc stypendystką musiała udowadniać innym studentom, że wywalczyła sobie ten status ciężką pracą nie tylko, jeśli chodziło o naukę, ale i prawdziwą, zawodową, zatrudniając się na część etatu, gdzie tylko mogła, byle tylko mieć w pełni za co żyć, nie chcąc przyjmować pieniędzy rodziców. Ta postawa była godna podziwu, choć kilkukrotnie przez myśl mi przeszło, że za sprawą takiego ciągłego pracowania obecnie asystentka nie umie odpoczywać.

Cóż, nie była w tym sama.

– Wie pan, że umiem radzić sobie z ludźmi, zwłaszcza z tymi, którzy próbują umniejszyć mojej pracy. I że nie boję się wyzwań. Oczywiście może być ciężko, inni mogą robić mi pod górkę, ale jestem zdeterminowana, by dopiąć swego. 

No tak, pod tym względem była całkowicie różna ode mnie. To mogło zapowiadać, że sobie poradzi, a jej nazwisko za jakiś czas zobaczę na afiszach któregoś ze stołecznych teatrów. 

– W każdym razie jestem ci ogromnie wdzięczny za to, że byłaś moją asystentką, i życzę ci wszystkiego dobrego w dalszym życiu.

– Niech pani się trochę wstrzyma, profesorze. Do mojego oficjalnego odejścia jeszcze trochę pozostało, wtedy też będziemy się żegnać. Na razie powinniśmy myśleć o rozpoczęciu rekrutacji na moje miejsce. Przede wszystkim musimy znaleźć kogoś, kto zrozumie pana zachowanie i charakter, co byście sobie nie wchodzili za bardzo w drogę podczas wspólnej pracy.

– Ty mnie rozumiesz.

– Ale trochę mi to zajęło – przyznała z nikłym śmiechem, który słyszałem na tyle rzadko, że mógłbym go określić mianem białego kruka. I tęsknić za nim w dni, kiedy nic mi nie wychodzi. – I właściwie to nie do końca rozumiem, a po prostu akceptuję to, jaki pan jest. Sam pan to powiedział na pierwszym wykładzie na pierwszym roku: „jeżeli myślicie, że będę oceniał was za to, jakimi jesteście ludźmi, to się mylicie. Będę oceniał, na jakim poziomie przyswoiliście wiedzę, którą wam przekazuję, i będę was akceptował jako ludzi. Taka jest tu moja rola”.

Nie pamiętałem, bym kiedykolwiek podzielił się ze studentami tymi frazami, prawdą było, że takie miałem podejście do łączącej mnie z nimi relacji. Czyżbym jednak któregoś razu, widząc kolejną grupę młodych ludzi pełnych marzeń i świeżości kogoś, kto ma przed sobą tak wiele, wypowiedział je, by stały się rzeczywistością?

Nie chciałem dociekać, czy to naprawdę miało miejsce. 

– To cieszę się, że nie będę musiał przechodzić sam przez ten proces.

Kolejny raz przez twarz młodej kobiety przemknął lekki uśmiech.

– Ale to po tym, jak dam znać w kadrach. Dzisiaj czekają pana dwa wykłady po półtorej godziny każdy, niech wiec pan zdradzi, co takiego zapisał w tamtym zeszycie, by usprawnić sobie przygotowania. I czy ma pan już wszystko na wydarzenie za dwa tygodnie. Proszę?

Nie była asystentką potrzebującą zbyt wielu wskazówek do tego, by odkryć, jak coś działa, co jest skuteczne i sprawdza się na dłuższą metę. Sama doskonale umiała dojść prawdy, korzystać z odkryć, dochodzić do pewnych wniosków i po prostu się uczyć. Jeżeli zapragnęła zmiany w swoim życiu, to ja mogłem powiedzieć już teraz, że sobie poradzi.

I choć ten gabinet stanie się w jakiś sposób pusty, to pamięć o tej kobiecie pozostanie tu ukryty w ułożeniu teczek i segregatorów, w tych torebeczkach jaśminowej herbaty i w małej ramce ze zdjęciem, na którym jeden jedyny raz uchwycono mnie i tę zabłąkaną duszę. 

 

1 komentarz:

  1. Awww. Uwielbiam takie teksty. Przyjemnie się czytało. Bohaterowie barwni, różni, mają swoje osobiste cechy, które są ujmujące. Bardzo zaimponowało mi to, że w tak krótkim tekście można polubić bohatera tak bardzo. Chętnie przeczytałabym więcej. No i współczuję bohaterowi, mi też zdażają się takie dni, a już brak ulubionych pączków to dramat i niesprawiedliwość. Zabrakło mi opisu wyglądu bohaterów, jakoś na początku sczaiłam, że bohater jest młody, a później zaczęłam się zastanowić czy jednak wiekowy - bo on mówi na "ty" do asystentki, a ona do niego na "pan". To mnie troszkę zkonfundowało. I kilka zdań pisanych na szybko brzmi nieco niegramatycznie. Ogólnie jest bardzo zadowolona, że mogłam przeczytać ten tekst i czytając go tak dobrze się bawić.

    OdpowiedzUsuń