Hashire podskakuje i ogląda za siebie.
– To ty...!
Zaraz za progiem, z bronią wycelowaną w sufit, stoi białowłosy mężczyzna.
– Przecież... – Majima mruży oko, wychodząc przed Hashire i stając na linii strzału. – To niemożliwe. Zostawiłem cię na tamtym statku... W ogniu.
'Cause when I'm all fucked up, I don't feel no pain
– Prawda. Ale, jak widzisz, nie postarałeś się wystarczająco. – Przenosi wzrok na Hashire. – Ty zresztą też nie.
Majima też na nią zerka.
– Znasz tego typa?
Kobieta przytakuje oszczędnym ruchem głowy.
– Joongi-han. Pracuje dla Jingweon. Miałam nadzieję, że Taiga go wykończy.
Woli nie pytać, co się z nim stało. Joongi-han uśmiecha się kątem ust.
– Twój brat kazał cię pozdrowić – oznajmia, patrząc na yakuzę. – Jestem pewien, że zarezerwuje ci miejsce w piekle.
Majima wzrusza ramionami.
– Ja nie mam brata.
Joongi-han przewraca oczami, opuszczając broń.
– A ten dalej swoje – wzdycha. – Żony też nie masz? – Od niechcenia wskazuje bronią na Hashire, przy okazji rzucając jej oskarżycielskie spojrzenie. – Myślałem, że przez ten czas pracowałaś nad nim, żeby coś sobie wreszcie przypomniał!
– Pracowałam! – woła z oburzeniem Hashire. – Co cię to zresztą obchodzi?!
– Jak to co! – Joongi-han wściekle wymachuje bronią. – Mam cię zabić, żeby nauczyć Wściekłego Psa pokory, ale jaka to będzie dla niego kara, jeśli on nie pamięta, kim dla niego jesteś! Słabo się postarałaś, Kyoushi!
– Sam spróbuj, jak jesteś taki mądry! – odkrzykuje Hashire, której umyka najistotniejsza część przekazu. – To nie takie proste!
– Przekonajmy się – Koreańczyk celuje w nią, tym razem precyzyjnie – jak prawdziwa jest ta amnezja. – Zerka na Majimę, mrucząc pod nosem: – Może to skutecznie odświeży ci pamięć.
– Chwila! – woła Zhao, mierząc do Joongi-hana z trzymanego oburącz SIGa. – Myślisz, że ci na to pozwolę, zasrańcu?!
Joongi-han prycha kpiąco, obdarzając go zaledwie przelotnym spojrzeniem i cieniem szyderczego uśmiechu.
– A ty myślisz, że mnie powstrzymasz?
Strzela.
Zhao, zamiast odpowiedzieć ogniem, odwraca się, by zobaczyć, jak Hashire się zatacza.
– O… kurwa. – W jej głosie brzmi zdziwienie. – Tak… już? – Obiema dłońmi trzyma brzuch, wpatrując się w krew, która zaczyna sączyć się spomiędzy palców. – Zrobił to… Naprawdę to… No nie wierzę.
Podnosi głowę, opuszcza ręce, krew wsiąka w bluzę. Ciężkie, pojedyncze krople spadają na spodnie, na ziemię.
Won't you run to me, run through my veins?
– No. – Pociąga nosem, blednąc i tocząc wzrokiem gdzieś ponad głowami wszystkich. – To chyba na tyle.
Upada.
Senny paraliż ginie rozerwany chaosem, który wybucha w następnej sekundzie. Zhao krzyczy na swoich ludzi i strzela za Koreańczykiem, który ratuje się ucieczką, ale sam nie zamierza go ścigać. Doskakuje do Hashire, podnosi jej głowę, opiera na swoich kolanach, każe tamować krew. Minami i Nishida z bojowym okrzykiem rzucają się w pogoń, a reszta załogi wdaje się w konflikt z Chińczykami.
W całym tym zamęcie tylko Majima stoi nieruchomo, porwany wirem emocji, próbując odróżnić to, co się stało od tego, co się dzieje. Przesuwa dłoń na własny, odsłonięty brzuch, czując ból w tym samym miejscu, z którego krwawi Hashire.
Przecież… to byłem ja.
To, co zatonęło w zapomnieniu, próbuje wydostać się na powierzchnię. Nie jest to miłe, jest obezwładniające. Żąda uwagi, całej, wierności do utraty tchu. Musi się temu poddać, odtworzyć krok po kroku.
Niebieskie, czerwone. Światła migały. Syrena wyła. Zapadał zmrok. A może nie, może to opadająca raz po raz powieka odcinała źródło blasku. Ciemność nadciągała niczym rozpędzone, burzowe chmury, ścierając się z jaskrawą, mięsistą czerwienią, wpływającą pod powieki. Prześwit pęczniał w szczelinach skorupy nocy i zachłannie wyciągał po mrok promienie. Pochłaniał wszystko, oślepiając. Bezkompromisowa jasność. Zapraszała w podróż tunelem.
— Ciśnienie spada. Reanimujemy.
Majima nabiera gwałtownie powietrza, czując, że się dusi.
Umierał. Teraz był tego pewien, może nawet bardziej niż wtedy. Umierał, bo…
…ujrzał przed sobą człowieka, który celował do niego z eleganckiego, błyszczącego glocka. Zdążył ze skrajnym zdziwieniem odnotować, że widzi kolejną parę przeklętych szarych oczu, nim nabój utkwił w jego klatce piersiowej, posyłając go na kolana.
Ból w eksplodował dopiero po chwili. Odsłonił w grymasie zaciśnięte mocno zęby. Ktoś złapał go pod pachę i ciągnął po podłodze.
— Pomóż mi, kurwa! — rozbrzmiało nad jego głową. Uśmiechnął się, zerkając w górę. Twarz Hashire, nawet blada, dodawała otuchy. Podniósł rękę i uścisnął jej przedramię. Dopiero wtedy na niego zerknęła. — A ty, idioto, uciskaj ranę!
Była tam, a jednocześnie to nie była ona. Nie próbowała go wtedy zabić, tylko ocalić. Te oczy, które widział, pełne nienawiści i pogardy…
Dwie pary niemal identycznych oczu, jedne gorące, drugie zimne jak stal.
— Mogę cię stąd wywlec i kazać rozstrzelać tego gnoja — syczał przez zęby Kyoushi.
— Możesz — zgodziła się Hashire. — Ale wtedy możesz też zapomnieć, że będę współpracować.
Jeszcze przez chwilę piorunowali się wzrokiem, aż Kyoushi opuścił broń.
— Pozwolisz mi zabrać go do szpitala — kontynuowała, wybierając numer na pogotowie i zerkając na mnie z niepokojem. — Upewnię się, że nic mu nie grozi i…
Straciłem przytomność.
Umarłby, gdyby nie ona. A teraz…
Ogniskuje wzrok na scenie przed sobą, pozwalając, by część odzyskanych wspomnień wskoczyła na swoje miejsce, kompletując rzeczywistość i wtedy wpada w szał.
Ojej, ale ogień! Dużo akcji! Bardzo szybko przeczytałam, strzały, emocje, rollercoaster! Wciągnęła mnie ta akcja. Troszkę gubiłam się gdy Majima zaczął umierać. Niektóre zdania to czyste złoto. "To, co zatonęło w zapomnieniu, próbuje wydostać się na powierzchnię." , albo to jest bardzo obrazowe: "Podnosi głowę, opuszcza ręce, krew wsiąka w bluzę. Ciężkie, pojedyncze krople spadają na spodnie, na ziemię. ". "Bezkompromisowa jasność." - przepiękne i poetyckie. W ogóle cały fragment od "Niebieskie. Czerwone." jest bardzo dobrze skonstruowany i napisany. Język dopracowany. No ślicznie jest! Jedyną rzeczą która utrudniła czytanie to dużo imion i nazw, które były dla mnie nowe.
OdpowiedzUsuń