Prizefighter
Hej hej, jaskinio w której zapalono jakieś słońce!
Czy przyjmiesz mnie komunią?
To nie seks.
To małe więcej o zapachu lasu i fakturze piasku.
Wyjdź mnie stamtąd. Wygrzeb.
Nie miało tak wyglądać. Twórczo działa na mnie muzyka Natalii Przybysz, a piszę słuchając Mumford and Sons i myślę, jak to jest - śpiewać z synami? Czy są nazwani synami na potrzeby projektu? Widzę Mumforda - samotnego gościa, do którego ludzie przychodzą grać. Znajdują tam jakieś niebo. Palce pod budkę. Idziemy w świat.
Gdybym wsiadła na rower i jechała do ciebie to zaczęłabym od końca. Postanowiłabym okrążyć ziemię, by nie przyjechać za wcześnie – nie ma w miłości nic gorszego niż pośpiech. Brak cierpliwości - jakieś wielkie chcenie, które każe nam pisać wiadomości, dopytywać o przeszłość i mówić tylko prawdę.
Nigdy nie byłam fanką prawdy. Zdaje mi się egoistyczna i pełna pychy.
Zakwitły forsycje, zauważyłaś? Niebo troszkę inaczej odbija odtajałe wody.
-Nie pachnie mi jeszcze wiosną - mówi Sławek. Dociera do mnie, że faktycznie. Tegoroczna wiosna nie pachnie wiosną. Być może potrzeba jej czasu? Może jej jeszcze nie ma?
Gdy jechałam rowerem przez tamę czułam zapach wody. Nie przyznam się nikomu jak wielką przyjemność sprawiło mi wciągnięcie tych powietrz w płuca.
-Zatrzymaj się - krzyczę, choć nie lubię rozkazywać. Pojechałaś dalej... Zawracasz za chwilkę.
Zrobiłam kilka zdjęć tej miłości. Gdy dorosnę zostanę rzeką. Wpadnę w betony o smaku wody. Wtopię się. Odumrę to całe chodzenie. Wyrosnę ogony. Będę pływaniem. Będę wabić kolejne kosmosy by znalazły się podwodnie, podpowiecznie, ze mną pod cienką kołdrą powierzchni.
Znajdę sobie w twoim oku na dobre i złe na zdrowie i chorobę takie nitki, które wezmę ze sobą także w tamtą nieśmierć podwodną. W narodziny, które sprawią, że będzie ciasne wodoutulenie. Kołysanie, jak przed śmiercią.
Póki co szykuję się do ciebie, wodo, szykuję się do ciebie jakąś miłością, w którą umiem więcej. Dopóki tu jestem będzie tylko lepiej. W końcu zmądrzeję na tyle, by cię powitać nie tylko palcami ale też sercem.
Nie wierzysz mi i dobrze. Nie ma we mnie za dużo prawdy, a bardzo ładnie umiem obiecywać różne rzeczy, o których zaraz zapomnę. Dlatego lubię w tobie to przepływanie.
To, co obiecam oczom, oczy zapomną.
Nie ma nic lepszego dla miłości niż słaba pamięć.
Hej hej jaskinio, której jestem słońcem, flagą twojej japonii, jakimś mostem nocą.
Czy chciałabyś jechać ze mną rowerem po nocnym mieście w jakimś celu, którego nie znasz, którego nazwiemy miłość i będziemy mu składać ofiary mocne jak jajka i obietnice poprawy? Nic nie będzie już nowe. Nic nie będzie naprawdę. Dopóki mogę ścisnąć twoją dłoń, choć wiem, że przecież nie ma nic ważniejszego niż miłość, to kłamię, że wolność.
Kłamię się w tę wodę, która tym razem ma być życiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz