Apel wojskowy:

Nowy temat (czas do 29.03): Lepiej mieć wroga, od którego dostaniesz w twarz, niż przyjaciela, który wbije ci nóż w plecy. Klucze: omen, dwuznaczny, elementarnie, wywoływać

Namierz cel:

niedziela, 12 kwietnia 2026

[210] Fine line: If I could ~ Wilczy

A ja się wciąż dobrze bawię z (nie)pełnoletnimi czarodziejami i niestety końca nie widać D: Pozostaję tylko mieć nadzieję, że nikt nie odkryje, ile mam lat, bo pewno już nie wypada xd



 1996 

 

Zamek o tej godzinie jest już niemal opustoszały. Korytarz, którym idę, tonie w półmroku. Ogień pochodni chwieje się i chybocze. Przeszywa mnie chłódCholerny zamek zimą jest jak starożytna zamrażalka. Przyspieszam kroku, by jak najszybciej dotrzeć do pokoju wspólnego. W lochach może nie jest cieplej, ale przynajmniej można się ogrzać przy kominku. 

– …dramatyzujesz. Nie ma potrzeby, żeby… 

– Nie tutaj. 

Dochodzą mnie czyjeś głosy. Wychodzę zza rogu, by ujrzeć dwie postacie wbiegające po schodach wiodących na trzecie piętro.  

Ściągam brwi. Gryfon i Ślizgon knujący coś razem? 

To aż zanadto, żeby wzbudzić moją ciekawość. 

Wybieram schody w górę, zamiast w dół. Wchodzę w korytarz, lecz nigdzie nie widzę podejrzanej dwójki. Zaglądam do Izby Pamięci, ale tu też jest pustoDo klasy Obrony Przed Czarną Magią nie zaszliby tak szybko. Rozglądam się i wtedy mój wzrok pada na posąg jednookiej czarownicy. Podchodzę i zaglądam za niego. 

Tajne przejście wciąż jest otwarte. Przysuwam się bliżej i nadsłuchuję. 

 Chciałabym móc powiedzieć coś więcej, ale to nie zależy ode mnie… – dobiega mnie cichy głos. 

Wsuwam się do środka, starając się iść jak najciszej. Niemal przyciskając plecy do wilgotnej ściany tunelu przesuwam się w przód do miejsca, w którym tunel skręca.  

– Aha. Myślałam, że… Wiesz… – Odchrząknięcie. – Że się przyjaźnimy czy coś.  

Zapada niezręczna cisza. Ostrożnie wyglądam za załamanie, żeby podejrzeć, co się dzieje. 

– Najwyraźniej się myliłam. – Dziewczyna, która to mówi, ma znajomy głos i szaty w barwach Slytherinu. Nie widzę jej twarzy, skrytej w cieniu kaptura, ale chyba wiem, kto to jest. 

  Nie wierzysz mi? 

– To nie kwestia tego, w co wierzę – odpowiada chłodno Ślizgonka. – Raczej co widzę. 

– Czyli? 

Gniewne prychnięcie. 

 Ignorujesz mnie! Unikasz! Nawet teraz rozmawiamy w ukryciu – wylicza wściekle. – Od razu powiedz, że tak jak reszta szkoły zaczęłaś uważać, że wszyscy Ślizgoni to diabły wcielone i sprzymierzeńcy Czarnego Pana! Ale my też chcemy z nim walczyć! Przynajmniej niektórzy z nas… Założę się, że w każdym domu znajdzie się choć jedna osoba, która z nim sympatyzuje. 

– Nie w naszym. 

– Och, taka jesteś tego pewna? 

– Tak. My chcemy walczyć z siłami ciemności. 

– A ja nie?  

– Tego nie powiedziałam. 

– Nie. Ale ani mnie, ani żadnego innego Ślizgona nikt nie zaprosił do szkółki Pottera. 

Potter? Nadstawiam pilniej uszu. Co ten błazen ma z tym wszystkim wspólnego? 

– Skąd wiesz o… 

– W całej szkole aż huczy, że szkoli chętnych z Obrony. Szkoda tylko, że jest taki uprzedzony w doborze uczestnikówBo jak komuś do twarzy w zielonym to musi być zły, nie? 

– Naprawdę nie mogę mówić na ten temat. 

Rozlega się zimny, niewesoły śmiech. 

– No pewnie. Wiesz co, idź już, bo reszta Gryfonów pomyśli o tobie jak o zdrajczyni i wyrzuci z kółka Wielbicieli Wybrańca. 

– Nie, to nie… Nie tak!

Gryfonka jasnych splecionych w warkocz włosach wydaje się rozdartaNiespokojnie drepcze w miejscu i wyłamuje sobie palce. Nic dziwnego, skoro rozmawia z osobą, którą podejrzewam, bo sam czuję się podczas rozmów z nią jak na przesłuchaniu, choć oczywiście prędzej kupię Weasleyowi bilet na Armaty, niż się do tego przyznam. 

– Wyciągasz błędne wnioski, Yax. Ja raczej… Próbowałam cię ochronić. Żeby to Ślizgoni nie posądzili ciebie, że sympatyzujesz z Gryfonami i… takimi jak ja. Wiem, jacy potrafią być przykrzy. 

 I myślisz, że nie poradziłabym sobie z kilkoma docinkamiŻe nie jest to cena, którą jestem gotowa zapłacić za przyjaciółkę? 

– Nie pomyślałam o tym w ten sposób. 

– Jasne, że nie. Prościej było zachowywać się, jakbyś się wstydziła znajomości ze mnąChoć to ja mam większe powody, żeby… – przerywa, jakby uświadomiła sobie, że powiedziała za dużo. 

– Dokończ, proszę – odzywa się Gryfonka. Głos ma cichy, ale teraz brzmią w nim tłumione emocje. – Długo to w sobie dusiłaś, nie? Jaka to ujma dla czarownicy czystej krwi zadawać się ze szlamą… 

Nie mogę dłużej się powstrzymywać. Parskam drwiącym śmiechem. 

– Kto tam jest?! – słyszę, gdy obie zwracają wreszcie uwagę na moją obecność. Nie kryję się dłużej. Wychodzę zza rogu, stając w blasku ognia. 

– Oto nasza ślizgońska obrończymi szlam! – Śmieję się jawnie, rozkładając ręce i podchodząc z kpiącym uśmiechem na ustach. – Czułem, że to tylko pozory. – Zarzucam rękę na szyję jednej z dziewczyn i zrzucam kaptur z jej twarzy. – Całe szczęście masz serce po właściwej stronie, Yaxley. Inaczej musiałbym cię dojechać, tak jak tę tutaj. 

Przenoszę wzrok na blondynkęJest tak nijaka, że nigdy nie zwróciłbym na nią uwagi, gdyby nie to, że jesteśmy na tym samym roku. Ledwo kojarzę, jak ma na nazwisko. Ale podoba mi się strach w jej niebieskich oczach, gdy na mnie patrzy. 

– Malfoy… – Yaxley niemal wypluwa moje nazwisko i z pewnym trudem zrzuca ze swojego karku moje ramię. – Co tu robisz? Śledziłeś mnie? 

– Tak, bo nie mam co robić – prycham w odpowiedzi na jej śmieszne oskarżenia. – Ale skoro już tak sobie miło tu gawędzimy – nie odrywam zmrużonych oczu od twarzy szlamy – to może mi zdradzisz, co ten Pottrep znowu kombinuje. 

– N-nie. Nie zrobię tego. 

– Wyraziłem się niejasno, czy twoja brudna krew nie dociera do mózgu w wystarczających ilościach, żebyś mnie zrozumiała? – syczę, sięgając po różdżkę. – To nie była prośba, Christensen. 

– Co ty wyprawiasz, Draco! – Set staje między mną, a szlamą, świdrując mnie spojrzeniem wściekłego hipogryfa. 

– Odpowie na moje pytanie i pozwolę jej odejść. – Wzruszam ramionami, nie opuszczając różdżki. 

 Nikt nie potrzebuje twojego pozwolenia, żeby się oddalić – prycha na mnie, co tylko mnie rozsierdza. – Idź już, Renee – dodaje, odwracając się przez ramię. – Zobaczymy się później. 

– Ale… 

– Idź! 

Szlama jeszcze przez chwilę się waha, zupełnie jakby się martwiła, czy Set sama sobie ze mną poradzi, ale ostatecznie odchodzi szybkim krokiem, zerkając na nas raz po raz. 

– Chyba zasmuciłaś swoją przyjaciółkę – mówię, drwiąco się uśmiechając. – Może to naprawię? Rictusem! 

– Pogięło cię?! – Set popycha mnie w ramię, udaremniając rzucenie zaklęcia. – W plecy?! Na tyle cię stać, Malfoy?! 

– Według ciebie szlamy zasługują na uczciwy pojedynek?! – Opuszczam różdżkę i zbliżam twarz do jej twarzy, patrząc z bliska w rozzłoszczone, złote oczy.  

– Według mnie stanąłbyś do niego, gdybyś miał odwagę… 

– Odwaga. Odwaga i uczciwość! – Zaśmiewam się w głos, nie zwiększając dusznego dystansu między nami. – I obrona tego plugastwa. Może tiara się pomyliła. – Dźgam herb wyszyty na jej szacie. – Może powinnaś trafić do śmierdzącego Gryffindoru i siedzieć teraz razem z tym kretynem Potterem i jego zafajdanym fanklubem. 

– Którego mu zazdrościsz, przyznaj. – Set przeskakuje spojrzeniem z jednego w drugie z moich oczu. – W głębi ducha uważasz, że to typierworodny syn jednego z dwudziestu ośmiu rodów czystej krwi zasługujesz na cało to uwielbienie i estymę dużo bardziej niż nieudacznik Potter. 

Nie jestem w stanie wykrztusić ani słowa. Zaciskam zęby, całe siły koncentrując na tym, by w odpowiedzi nie miotnąć jakimś potężnym zaklęciem w…  

Nie. 

Nie przyjaciółkę, to za duże słowo. 

Jest kimś, kto widzi mnie takiego, jakim jestem. Rozumie moje żarty. Ambicje. Szanuje moją dumę. I raczej stara się rozpraszać ciemność, nie ją sprowadzać 

Tym razem jednak trafiła celniej niż zwykle. Tych zajadłych komentarzy, którymi rzuca na co dzień – i które bardziej mnie śmieszą niż złoszczą – nawet nie biorę pod uwagę 

Tym razem to zmieni coś między nami. 

THEN I BURNED IT DOWN 

– Jeszcze raz spróbuj wejść mi w drogę – szeptam wprost do jej ucha – jeszcze raz spróbuj mi przeszkodzić w zdobyciu informacji – odsuwam się na tyle, by znów spojrzeć jej w oczy – to przestanie mieć dla mnie znaczenie, że twoja krew jest tak czysta jak moja. I chętnie – chwytam jej nadgarstek, unoszę na wysokość swoich oczu i przykładam różdżkę do wnętrza dłoni – trochę jej upuszczę. 

Z powstałego niewielkiego nacięcia toczy się kropla krwi. 

Przytrzymuję jej rękę o sekundę dłużej niż zachodzi potrzeba, a potem odwracam się napięcie. 

– Wstyd mi za ciebie, Yaxley – rzucam jeszcze przez ramię, wychodzą z tunelu. 

– A mi za ciebie, Malfoy! – dobiega mnie jej pełen złości głos. 

YOU NEVER CRIED 

 

Pięknie.  

To sobie porozmawialiśmy.  

Przemierzam nerwowym krokiem korytarz, starając się uporządkować emocje. A przynajmniej je wyciszyć. Nie idzie mi najlepiej, bo naprawdę się wnerwiłem. Nie dość, że nie naprawa tej pieprzonej szafki zniknięć zajmuje mi więcej czasu, niż powinna, a Potter dyszy mi w kark, wściubiając swój wścibski, bliznowaty nos w moje sprawy, to jeszcze się okazuje, że Set zadaje się zszlamąI z jakiegoś powodu chyba to wkurza mnie najbardziej. Bo jak ja mam teraz się z nią kumplować? Nie mogę przecież zadawać się z poplecznikami mugolaków! 

Zatrzymuję się nagle, tknięty silnym przeczuciem, że mam ogon. Czyżby znowu ten stuknięty Potter w swojej niewidzialnej szmacie nawet po nocach uprzykrzał mi życie?! 

I DON'T LOOK BACK 

Odwracam się, wyraźnie słysząc kroki. 

Zza rogu korytarza wyłania się Set. 

No tak. Zdaję się, że jesteśmy z tego samego domu, więc… Zmierzamy do tego samego pokoju wspólnego. 

Dziewczyna zatrzymuje się, widząc, że i ja to zrobiłem, ale chyba nie boi się, że się na nią rzucę, bo wznawia szybki marsz. Ja z kolei czekam. Wydaje mi się dziecinadą, żebym miał się z nią teraz ścigać. Jesteśmy prawie dorośli. Chyba możemy wspólnie udać się do pokoju wspólnego. Nawet otwieram usta, zamierzając wspaniałomyślnie jej wybaczyć i dać się przeprosić, ale ona mija mnie w pełnym pędzie, nie zaszczycając mnie nawet spojrzeniem. 

COS I'M STILL HERE 

Cóż. Widocznie tylko ja postanowiłem nie być dziecinnym. 

– Serio, Set?! – wołam za nią i przyspieszam kroku, żeby się z nią zrównać. 

– Tym razem przegiąłeś, Draco – syczy na mnie, obrzucając nienawistnym spojrzeniem. Widzę, że jej dłoń wciąż krwawi, choć mogła uleczyć skaleczenie prostym zaklęciem. 

– Ja? Ja przegiąłem? – odgryzam się, z trudem dotrzymując jej kroku. Set najwyraźniej próbuje się mnie pozbyć, bo prawie biegnie, przez co muszę wydłużać krok. – Zastanów się, co ty wyprawiasz. – Chwytam ją za ramię tuż przed wejściem do pokoju wspólnego. – Dobrze to sobie przemyśl. Jeśli zamierzasz trzymać ze szlamami – patrzę jej prosto w oczy i dodaję ciszej: – nie będę mógł cię dłużej chronić. 

Nawiązujemy jakieś połączenie, przez chwilę wszystko wydaje się być po staremu. 

 Nie potrzebuję twojej zasranej ochrony! – Set kładzie skaleczoną dłoń na pustej, zimnej ścianie. – Chyba że przed tobą samym. 

Ściana ustępuje w odpowiedzi, wpuszczając ją do pokoju wspólnego Slytherinu. Nie wchodzę za nią. Zastanawiam się, dlaczego tak bardzo i tak szybko wszystko się schrzaniło. 

Wszystko przez tę szlamę.  

Będę musiał… 

Na ścianie został ślad roztartej krwi. 

…coś z tym zrobić. 

 

 

 

2000 

 

– Jak ci idzie? – pytam z uśmiechem, gdy Sethy przeszukuje po kolei wszystkie kieszenie mojego płaszcza, a ja dziękuję sobie w duchu, że zakląłem tą, w której ukryłem gobelin. Mogę spokojnie znosić to, co wyczynia ze mną ta dziewczynaobserwując jej wysiłki spod zmrużonych powiek. 

STILL SWINGING HIGH AT THE BORDERLINE 

Nie mogę powiedzieć, że mi się to nie podoba. 

Dłonie przesuwają się szybko i coraz odważniej po mojej koszuli. Czasem się zatrzymują, jakby chciały się upewnić, że niczego nie ukrywam. Albo poczuć ciepło. Kiedy wspinają się po moich plecach, Set się przysuwa, odwracając głowę, niemal opierając się o moją klatkę piersiową. Nie mogę się oprzeć – nachylam się i szepczę wprost do jej ucha: 

– Wieszw każdej chwili możemy przenieść się do mnie. 

Seth odskakuje jak oparzona. Z zadowoleniem stwierdzam, że jej policzki poczerwieniały. 

– Odwróć się! – żąda, ponaglając mnie niecierpliwym gestem. – I przestań tyle gadać. 

Z cichym śmiechem spełniam jej prośbę. Teraz czuję ją tuż za sobą. Drobne dłonie wdzierają się pod marynarkę, zadzierając materiał. Wędrują po moich plecach, od czego przechodzi mnie dreszcz, a usta opuszcza cichy, nieupilnowany pomruk, na który jej dłonie zamierają, na moment. Potem czuję je na bokach, przesuwają się w dół, wahają, nim decydują się sprawdzić tylne kieszenie w spodniach. 

– Naprawdę potrzebowałaś do tego tej kiepskiej wymówki? – śmieję się, odwracając przez ramię. 

– Zamknij się, Malfoy – syczy, ale szybko zabiera ręce. – Wiem, że kłamiesz. Znajdę ten cholerny gobelin. 

– OK – nie protestuję, wzruszam ramionami. Odwracam się. – Z przodu spodni też mam kieszenie. – Wsuwam w nie dłonie. – Wiedziałaś? – Mam niezły ubaw, badając jej reakcję. – Śmiało – zachęcam, nie przestając się uśmiechać. 

Seth jest już wyraźnie zmieszana. Zapewne żałuje, że podjęła się tego przeszukania i teraz spróbuje wyjść z tego z twarzą. A jednocześnie pozostać konsekwentną. 

Dawno tak dobrze się nie bawiłem. 

Choć przez rozbawienie przebija kumulujące się napięcie. To przez nie opieram palce na jej policzku, gdy jej dłonie – już bez szukania wymówek – zaciskają się na mojej koszuli. 

– Uważaj – ostrzegam ją cicho. Bez kpiny, bez cienia groźby. Bacznie śledzę każdy jej ruch. Czekam. Na razie tylko czekam, ale… 

IF I COULD 

Zbyt skupiony na tym, co przede mną, za późno dostrzegam ruch za jej plecami. 

– Diffindo! 

Wypuszczone z ciemności zaklęcie trafia w Seth, mimo że chwytam ją za ramiona i próbuje ściągnąć z linii strzału. 

– Cave Inimicum rzucam, żeby wyrównać szanse i ukryć nas przed przeciwnikiem. 

– Protego! – Tym razem Seth odbija drętwotę, którą ktoś wystrzelił na oślep gdzieś zza mnie. Czyli napastników jest więcej. 

– Arresto momentum!  ciskam zaklęciem za siebie, po czym łapię nadgarstek Set w mocny uścisk i pociągam za sobą, podtrzymując zaklęcie kamuflujące. W czym jak w czym, ale w uciekaniu mam sporo doświadczenia. 

– Ponawiam propozycję! – krzyczę w biegu. – Zapraszam do siebie! 

– Ja… – pęd porywa słowa Set – żeby to był dobry pomysł! Poza tym, jestem kiepska w teleportacji! 

– Tym się nie przejmuj! 

Zatrzymuję się, lecz nie puszczam jej dłoni. 

– Nie…  

Seth blednie, ja się uśmiecham. 

W naszą stronę mkną kolejne zaklęcia, ale nas… 

Już nie ma. 

2 komentarze:

  1. To jest takie… gęste. Jednocześnie świetnie opisujesz klimat w zamku, jakiś taki ciemny i zimny a mniędzy bohaterami czuć gorąco. Najbardziej czuję ten moment, w którym Draco się sypie, chociaż bardzo próbuje jakoś to ukryć. Kto jest lepszy, kto gorszy, kto „powinien” – a tu nagle Set mu pokazuje to co pomiędzy.. I to go wkurza chyba bardziej niż cokolwiek innego. Bo to już nie jest Potter, z którym można się po prostu ścigać i wciąż udawać.... Set jest tu super. Nie jako „ta dobra”, tylko jako ktoś, kto podejmuje decyzje, niezależnie od kosztów. Ten moment z krwią… To ślad, którego się nie da cofnąć. Jakby coś między nimi pękło, ale jednocześnie się związało jeszcze mocniej. A potem jestprzeskok – i nagle napięcie dalej jest, tylko już nie w słowach, tylko w ciele. Trochę jakby oni wciąż walczyli. I to mnie tu bierze najbardziej: że oni są cały czas na granicy. Między przemocą a bliskością, między pogardą a czymś, czego żadne z nich nie chce nazwać. Dziękuję Ci za to przeżycie, pisz mi tak dalej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oż to mi dolałaś paliwa. A obiecałam sobie, że już z tym koniec! xd ;*

      Usuń