Apel wojskowy:

Nowy temat (czas do 09.06): — To zły pomysł. — No cóż, te dobre skończyły się już dawno. Klucze: codziennie, nieszczęśliwy, wydobywać, rumień

Namierz cel:

niedziela, 25 stycznia 2026

[205] YAKUZA PIRATE: No other way to go ~ Wilczy

– Ja jestem twoją żoną. 

 

And drag your ass where you belong 

 

Ciemne jak węgiel oko rozszerza się, przeskakując spojrzeniem po twarzy kobiety. Serce mu wali, dłonie zaciskają się na kobiecych ramionach. Chce, żeby to była prawda, lecz pozostaje to tylko życzeniem, bo te słowa nie przywracają pamięci i nie rozwiewają wątpliwości.  

– Tak? – Trzymając mocno, przetacza się nad nią i teraz on góruje. – To gdzie masz obrączkę, kochanie? 

Splata palce z palcami jej prawej dłoni i przygniata ją do podłogi, by następnie je rozewrzeć i jeszcze raz uważnie się przyjrzeć.  

– Nie widzę nawet śladu po niej – warczy do jej ucha. – Jeśli jesteś moją żoną to chyba taką niezbyt wierną, co?  

– Czy wtedy bym cię szukała, zamiast świętować, że wyniosłaś się z mojego życia?! – syczy mu w twarz, unosząc głowę. Chce się zerwać, ale Majima przygważdża jej nadgarstki. 

– Coś mi mówi, że niezbyt chętnie szukałaś. Że raczej wolałabyś świętowanie – ocenia, a widząc zdumienie na jej twarzy, uśmiecha się smutno kątem ust. – No i co ja mam z tobą zrobić? 

Oddech muska szyję, podnosząc włoski na skórze, gdy pochyla się, zaciągając znajomym zapachem. Hashire nic nie mówi. Zaciska zęby, walcząc ze złością na siebie, na niego i pożądaniem 

– Zdaję się – Majima wodzi nosem coraz niżej – że niewierność powinna być karana... 

Kolano mężczyzny wdziera się między nogi kobiety, a z jej ust wyrywa się okrzyk zaskoczenia i podniecenia zarazem. 

– Tylko że jaka to dla ciebie byłaby kara? – Męska dłoń śmiało wsuwa się w jej spodnie, nie napotykając na opór. – Ty tego chcesz – mruczy do jej uchaczując, że jest wilgotna 

Pozwala zaledwie na kilka westchnień, sprowokowanych ruchem zwinnych palców, odpowiadając na nie cichym, bolesnym śmiechem i przestaje. Jeszcze chwilę leży na niej, podpierając się na łokciach i chichocze, podczas gdy ona dyszy, jeszcze nie dowierzając, ale już wiedząc, że on nie zamierza kontynuować. Wreszcie zrzuca go z siebie ze wściekłym rykiemMajima stacza się na plecychichocząc jak wariat.  

– Cholerny yakuza! – warczy Hashire, siadając, zaciskając pięści i mierząc go morderczym spojrzeniem. 

– Jestem piratem! – protestuje Majima; również siada, garbiąc plecy, które wciąż się trzęsą od powstrzymywanego śmiechu i rzuca jej powłóczyste spojrzenie. 

– Jesteś idiotą – koryguje Hashirewstając i zapinając spodnie. – I nie ma dla ciebie ratunku. 

 

And you'll wake up all alone 

 

Mężczyzna marszczy brwi, przestaje się śmiać. 

– Nie pozwolę ci tak się do mnie odzywać, kobieto! – rzuca wściekle, patrząc na nią spode łba. 

– Pozwalałeś mi na dużo gorsze rzeczy – prycha Hashire, opuszcza ręce– I pieprzyłeś gdzie popadnie, a teraz mam uwierzyć, że wreszcie pojąłeś, co znaczy „moralność”? – Bierze się pod boki, kręci głową. – Wściekły i wiecznie napalony pies Shimano odmówił mi! Pozostaje uwierzyć, że rzeczywiście upadłeś na głowę. 

Goro mruży ciemne oko, wykrzywia usta i pyta zajadle: 

– Rozważasz w ogóle opcję, że po prostu… nie jesteś w moim typie? 

Tym razem to Hashire zaśmiewa się w głos. Krótko i histerycznie. 

– Może gdyby w Tokio było choć jedno miejsce, w którym mogłam się przed tobą ukryć! – Podrzuca głową, wyrzucając w górę ręce, lecz szybko poważnieje. – Może gdyby ci nie stanął – wymrukuje, opuszczając ręce i patrząc z góry.  Wtedy zmartwiłabym się, że coś się zmieniło. Ale chciałeś tego tak mocno jak ja.  

Nachyla się, jej włosy niemal muskają jego nos. Poprawia mu opaskę, puszczając gumkę ze zbyt dużej odległościMajima syczy, rozcierając miejsce na czole, w które strzeliła.  

– Mogło być miło– Wzrusza ramionami, prostując plecy. – Wybrałeś bycie chujem. Zawsze nim byłeś, więc nie powinno mnie to dzi 

Wydaje z siebie krótki okrzyk, gdy Majima bez ostrzeżenia chwyta ją za rękę i krótkim szarpnięciem sprowadza w dół, wprost na swoje kolana. 

– Myślisz, że jak będziesz mi pyskować, to w końcu zerżnę cię za karę? – pyta rozeźlonymleniwym szeptem, który omiata jej twarz. 

– A zrobisz to? – Hashire przygląda się z bliska wściekłym iskrom w jego oku. 

Majima uśmiecha się triumfalnie. 

– Przyjdź do mnie – szepta, dłoń w skórzanej rękawiczce odgarnia włosy z jej karku – jak już wymyślisz, dlaczego ściągnęłaś tę cholerną obrączkę. Dokończymy, jeśli przekona mnie ta historia! 

Znów się zaśmiewa, zwiększając dystansOburzona Hashire zrywa się na nogi. 

– Wal się! – odpowiada, celując palcem w twarz mężczyzny. – Chyba zwariowałeś, że przyjdę do ciebie po czymś takim! Zapomnij! Boże, jaka ja jestem durna! Daję ci kolejną szansę, a ty… Przestań się już, kurwa, śmiać jak pojebany! Co ty masz, dziesięć lat?! Myślałam, że w końcu przejdzie ci to yakuzowanie, że zaczniesz się zachowywać, jak na twój wiek przystało, a ty… 

– Zachowuj się jak na twój wiek przystało – przedrzeźnia ją Majima, prychając. – Co to w ogóle, kurwa, znaczy? Co za różnica, ile mam lat?! – Statkiem zakołysało, oboje się zachwiali, Majima wyciąga rękę i robi minę, jakby wszechświat właśnie potwierdz, że jego oburzenie jest słuszne. – Ocean jest stary jak ja pierdolę, ale zatopi nasze dupska z wigorem, o którym nam się nawet nie śniło! 

Hashire patrzy na niego z niedowierzaniem. 

– Całkiem ci odbiło – ocenia, kładąc ręce na biodrach. – Tego chcesz? Pociągnąć nas na dno? 

Majima milczy, mrugając, jakby zaskoczył go ten wniosek. 

– Nie, miałem na myśli, że… 

 Wiesz co, w porządku. Zapomnij, że masz żonę, tak będzie najlepiej dla nas wszystkich. 

– No przecież nie pamiętam! – krzyczy za nią i patrzy smętnie jak trzaska klapa, przez którą wychodzi HashireOpiera łokcie o zgięte kolana, uśmiech spełza z jego twarz, jakby był tylko wysiłkiem, którego nie trzeba już podejmować. – Leżeć – mruczy, zerkając w dół i wstaje, poprawiając spodnie w kroku. – HmPrzynajmniej część mnie nie ma wątpliwości, że za tym tęskniła. 

Chichocząc, wychodzi na pokład i od razu na kogoś wpada. 

– Jasna cholera! – Przytrzymuje za ramiona Minamiego, żeby nie upaść, a ten staje na stopę Nishidzie, który wyje z bólu. – Czego się tak tu czaicie?! 

– I jak, szefie, i jak? Było coś? – wypytuje podekscytowany Minami. 

– Co było, co?! 

– No jakiś przełom! Albo chociaż przebłysk! Możemy wracać do Kamurocho? 

– Co? – Majima mruży oczy. 

– Do domu! Na stare śmieci!  

 
On an old beat-down dirt country road 

 

Majima odsłania zęby w groźnym grymasie i kilkukrotnie uderza na odlew oboje grzbietem dłoni. 

– Debile! Szpiegujecie mnie?! Co wam strzeliło do tych pustych łbów! 

– Szefie! – Minami rozkłada ramiona z uśmiechem znosząc razy. – Wróciłeś! 

– Idiota! – Majima ściąga z dłoni rękawiczkę i raz za razem okłada nią twarz podwładnego. – Kapitanie! Masz się do mnie zwracać: kapitanie! 

Minami wydaje z siebie pełen zawodu jęk, opuszcza ramiona. Rękawiczka raz po raz ześlizguje się po jego krótko ostrzyżonej głowie. 

 Naprawdę? Nic? – Zerka na Nishidęktóry dla odmiany osłania się przed ciosami. – Kyoushi się nie postarała. 

Majima zamiera, jakby Minami rzucił jakieś zaklęcie. 

– Co powiedziałeś? – Zatrzymuje w powietrzu uniesioną dłoń, czujny, wytrzeszcza jedyne oko, a bezkształtna burza w jego głowie nabiera tempa. 

– Głupku! – syczy Nishida. – Przecież mówiła, żeby nie wspominać przy nim o… – milknie, orientując się, że Majima chciwie nadsłuchuje. – Chodźmy. – Ciągnie Minamiego za ramię i oboje rzucają się do ucieczki. 

– Hej! Chwila! Wracać tu i… – Majima zamierza ścigać ich przez pokład, ale nagły ciężar w klatce piersiowej skutecznie go powstrzymujeCofie się o krok, opiera ręce o kolana, łapiąc powietrze. Rozpina płaszcz i w panice wsuwa dłoń pod materiał, pewien, że krwawi, ale dłoń, macająca w popłochu brzuch, jest sucha. Mimo to wyciąga ją przed swoje oczy, by dokładnie się przyjrzeć, a potem opuszcza głowę, upewniając się, że nie jest ranny. 

Nie jest. Co go dziwi, bo przez kilka straszliwych sekund był pewien, że ktoś go postrzelił. 

Kyoushi. 

To jedno słowo wywołuje lawinę dziwnych doznań, plączących się uczuć, imion i zależności. Budzi w nim nieopisany gniew, potrzebę wymierzenia sprawiedliwości, ale oprócz tego znajduje w nim hamulec i żądzę zarazem, i ekscytację, i spokój. 

– Co jest… 

Szare. Jedne gorące. Drugie zimne. Pełne skurwysyństwa. I jeszcze jedne. Najbardziej zagubione. 

Majima przytrzymuje się burty, kurczowo zakleszczając palce na krawędzi. Nagłe zawroty głowy wywołują w nim mdłości. Zaciska powieki, lecz światło dnia przebija się przez nie, tworząc kalejdoskop barw i omamów. 

Syrena. 

Morska legenda podrywa się ze skał, wyjąc przeraźliwie i zmieniając kolory. 

Niebieskie, czerwone. Niebieskie, czerwone. 

Światła migają, duszność w piersi narasta. 

Krew wylewa się leniwymi pulsami, zimno paraliżuje. 

– Mężczyzna, wiek około czterdziestu lat, rana postrzałowa! 

ZmierzchaNadciąga granat  rozpędzone, burzowe stado nocnych mar. Ściera się z jaskrawą, mięsistą czerwienią, wylewającą się z rozprutych żył dnia. Pochłania wszystko, oślepiając, jak głodne cienia monstrum 

Ciśnienie spada.  

 

Gorące. Zimne. Szare. 

 

Człowiek jest jak ćma, na oślep rwie się do ognia. 

 

Nie jestem, kurwa, ćmą.  

Jestem yakuzą.  

I wcale nie umieram. 

 

And you'll crawl right back through fire and snow 

 

Majima bierze głęboki wdech, opiera się na rękach i z trudem prostuje. Dłonie mu drżą. Nie jest pewien, co mu jest, ale przez chwilę czuł, że jest z nim naprawdę kiepsko. Ociera spocone czoło wierzchem dłoni i zmusza się, by podnieść głowę wyżej. Czuje napływającą do ust ślinę, wpatrując się w pobudzony ocean. Jego wody wydają się szare. Tak samo jak te… 

Oczy. 

Tak.  

Już je pamięta. 

Ale nie może się zdecydować czy raczej je kocha czy nienawidzi. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz