Kropki pominięte z pełną świadomością (poza jedną na końcu tego zdania).
Dnia jednego zachciało mi się
wozić innych dla samej satysfakcji,
zachować honorowo wobec weteranów,
kombatantów, starców
Woziłem nawet tych, którzy nie tyle
nie mogli przez zdrowie,
co nie chcieli, okazując tym samym
słabość do pierwszego z grzechów głównych
Dnia jednego zachciało mi się
okazać też serce młodemu człowiekowi,
co to samotnie stał na poboczu,
szukając okazji
albo do podwózki,
albo do skoku
Wziąłem go i nie pytałem,
„dokąd zmierzasz, człowiecze?”,
bo sam tego jeszcze nie wiedziałem
Dnia jednego zachciało mi się
być dobrym i w nagrodę dostałem
wybite zęby, sine oczy, złamane żebra
„Zgłoszę to!” – zagrzmiałem ostatnim zrywem
odwagi, nim młodzian odjechał moim autem
„Nie uwierzą ci” – zaśmiał się –
„Prawda ma w dupie to, co o niej sądzisz”
Dnia jednego zachciało mi się
bycia dobrym
i skończyło tym, że był niezapomniany
– na zawsze zmienił mnie w nieczułego
kalekę
Och, ale dołująca puenta. Ale w sumie chyba w moim opowiadaniu doszłam do podobnego wniosku... Podoba mi się ta konstrukcja, historia jest smutna, ale oby jednak udało się odzyskać entuzjazm czynienia dobra, chyba potrzeba mi nadziei :D Podoba mi się, że poruszasz temat dobra/naiwności, szczerze wkurza mnie jak niektórzy mówią "Ja to jestem taka dobra, wszyscy mnie wykorzystują" i myli się dobroć z głupotą. Dzięki za ten tekst, który poruszył moje szare komórki do działania i zamierzam po nim być dobra, ale nie naiwna! :)
OdpowiedzUsuń