ARSENAŁ

niedziela, 25 stycznia 2026

[205] Trzeci pomocnik: Ocean jest stary jak... ~ Miachar

 


Nie miałam bladego pojęcia, jak wypadnie nasza prelekcja na temat bezpieczeństwa w mieście. Po tamtym spotkaniem z młodzieżą pod Centrum śmiałam podejrzewać, że pomocnik Hibb będzie chciał utrzeć nastolatkom nosa i pokazać, że on tu ma władzę, jest kimś w rodzaju mentora i drogowskazu dla młodszych pokoleń, by ci za jego przykładem jeszcze nie śmieli podpalić świata, by spłonąć razem z nim. 

Moje pesymistyczne nastawienie brało się głównie z tego, jak po całej sytuacji zaczął zachowywać się pierwszy pomocnik. Wciąż był przejęty tym, że to na jego i moich barkach spoczywa przygotowanie całej prezentacji – sierżant stwierdził, że pojawi się jako gość, choć też i przywita się z młodymi mieszkańcami, w końcu najlepiej z nas reprezentował cały departament – a do tego wymyślił sobie, że musi to być całkowicie profesjonalne i żadne błędy nie wchodzą w rachubę. W gruncie rzeczy oznaczało to, że musiałam nauczyć się własnej części na pamięć, recytować ją niczym wiersze na szkolnych konkursach poezji, których to szczerze nie lubiłam, a przy tym przechadzać się niczym czołowi couche, którzy samą swoja postawą potrafią dotrzeć do innych ludzi. 

Przepraszam bardzo, ale czy ja wyglądałam na kogoś, kto nadaje się do takich rzeczy? Nawet podczas lat edukacji starałam się jak najrzadziej zgłaszać do podobnych rzeczy, bo z natury swej jestem introwertykiem, a zdolność komunikacji międzyludzkiej rozwinęłam w sobie, byle tylko w życiu było mi nieco lżej.

A mimo to byłam tu, w głównej sali Miejskiego Centrum Kultury na półtorej godziny przed planowaną prelekcją. Nie rozumiałam, po co tak wcześnie – mówiąc „półtorej godziny”, miałam na myśli, że projektor był już włączony i ustawiony, laptop z prezentacją także gotowy do użytku, a ja któryś raz z rzędu powtarzałam pod nosem swoją część wykładu, byle tylko rzucający mi co jakiś czas spojrzenie Hibb widział, jak poważnie podchodzę do tego zadania.

W duszy za to pytałam siebie, za jakie grzechy przyszło mi robić coś takiego. Może zdołałam się już zorientować, co wchodzi w zakres obowiązków pomocników, ale wiedziałam, że nie ma we mnie nic z pedagoga, nie jestem typem, który umie przekazywać wiedzę dalej innym ludziom. Nie miałam wątpliwości co do tego, że część młodzieży będzie miała gdzieś to, co tu dzisiaj pokażemy, a zjawi się pod przymusem nauczycieli lub tylko po to, by skorzystać z darmowego stołu pełnego przekąsek. Tych zdrowszych typu pokrojone owoce, kubki z jogurtem i granolą, jakichś orzechowych batonów, a nie chipsów czy ciastek, ale dla niektórych to i tak jedyna motywacja.

Nie chciałam zerkać w stronę jedynego wejścia na salę, przez które już do środka zaglądała jakaś kobieta. Wyglądała mi na nauczycielkę, ale pewności mieć nie mogłam. Prelekcja zaczynała się w porze, kiedy część uczniów mogła być po lekcjach i przyjść z nudów, inni natomiast jeszcze w ramach zajęć obowiązkowych. Z tego, co udało się ustalić, zaproszenie trafiło do wszystkich szkół średnich w mieście, a odpowiedziały na nie zaledwie trzy i zadeklarowały przysłać maksymalnie po trzydziestu uczniów. Nie był to może wynik, jakiego spodziewał się Hibb, ale jak na moje oko tyle osób to i tak było dość, by praktycznie zapełnić salę mimo dostawienia kilku dodatkowych miejsc.

Kiedy tak patrzyłam po jeszcze pustym wnętrzu, czułam, jak zaczynam się denerwować. Nie był to może tak duży stres jak wtedy, gdy petent naprzeciwko mojego biurka miał na sobie domowej roboty bombę, ale i tak zdołał rozboleć mnie brzuch. Mogłam sobie oddychać różnymi technikami, które pomagały głównie przy atakach paniki, ale to nie sprawiało, że mój żołądek magicznie się rozwiązywał. W trzymaniu się jako tako nie pomagał mi i pierwszy pomocnik, który może przewodził całemu przedsięwzięciu, ale czy nie mógł choć na moment zwolnić, by wziąć głębszy oddech? Jego przejęcie udzielało się mnie, jego nerwy wpływały na moje własne samopoczucie, przez co obojgu nam niewiele brakowało, by wybuchnąć.

Tylko że ja w przeciwieństwie do starszego kolegi starałam się trzymać, on za to stawał z każdą minutą ostrzejszą wersją siebie, przez co zaczęłam się obawiać, że prezentacja zmieni się w wielkie fiasko. Wystarczyło mieć na względzie, jak wyglądała jego rozmowa z nastolatkami sprzed kilku dni, by wiedzieć, że da się go naprawdę szybko wyprowadzić z równowagi.

Co jakiś czas, przechodząc obok mnie, dopytywał, czy czegoś nie zapomniałam, ale robił to tak nieprzyjemnym tonem, że zaczęłam zaciskać dłoń w pięść, byle czasem mu „przypadkowo”, oczywiście, nie przywalić w ten zarozumiały pysk. 

– Pamiętaj, że pominąłem jeden ze slajdów, ten między… – rzucił za którymś z tych razów.

– Statystką sprzed pięciu lat i rozporządzeniem miejskim z roku ubiegłego, tak, pamiętam – wcięłam mu się w wypowiedź, bo naprawdę miałam dość tego, że traktował mnie jak idiotkę.

Że zdarzało mu się tak robić w biurze, to jeszcze jakoś umiałam przełknąć, ale tutaj, gdy pracownicy Centrum kręcili się między salą a głównym holem – już niekoniecznie. 

– Dobrze, że to wiesz – mruknął, a ja zaczęłam prosić siły wyższe o pospieszenie czasu, by było już po wszystkim.

Ale nim prezentacja w ogóle się zaczęła, nim zostały zajęte wszystkie miejsca, pojawili się sierżant i trzeci pomocnik, by wesprzeć i przekonać się, czy takie działanie ze strony departamentu w ogóle ma sens i warto kontynuować, czy może zdecydować się na coś innego. Jak chciało się wierzyć, że to pomoże, tak nie umiałam zmusić się do przywitania ich prawdziwym uśmiechem, bo naprawdę nerwy miałam jak postronki, a pogrom się jeszcze nie zaczął.

– Życzę wam powodzenia – powiedział sierżant, patrząc po całej naszej trójce, po czym odszedł, by zająć miejsce w jednym z pierwszych rzędów, zanim jakaś rozgadana młodzież przejmie w dowodzenie całą salę.

Takie słowa wystarczały, by podnieść na duchu, Daniel także je wyraził i wydawało mi się, że jakoś przez to przejdziemy, póki Hibb się jeszcze nie odpalił, niszcząc mi na dobre humor raptem kwadrans przed rozpoczęciem prezentacji. 

– Pamiętaj o jednym, Hae. – Pierwszy pomocnik prawie masakrował mnie intensywnością swojego nieprzychylnego spojrzenia. – Musimy być profesjonalni przez całe to spotkanie, więc z łaski swojej zachowuj się stosownie do swojego wieku, okej? Żaden młodzieżowy slang tu nie przejdzie, trzeba tych gówniarzy traktować jak dorosłych, wtedy wszystko do nich dotrze.

Na usta pchały mi się uwagi, że sam nie zachowuje się zbytnio jak profesjonalista, nazywając naszych słuchaczy „gówniarzami”, i do tego ma do mnie jakieś pretensje, gdy przy nim zawsze staram się mieć na baczności i wydaje mi się, że nie dałam mu powodu, by się musiał za mnie wstydzić. Ugryzłam się tylko w język i skinęłam mu głowa na znak, że zrozumiałam, po czym patrzyłam, jak odchodzi do nagłośnieniowca, by jeszcze z nim coś uzgodnić, jakby całe to miejsce nie było przygotowane na prelekcje.

Za to Daniel, stojący tuż obok przez całą tą naukę, jaką wyłożył mi pierwszy pomocnik, zdawał się nie mieć zahamowań, by wyrazić, co sądzi o tym, co przed chwilą usłyszał. Nie zdziwiło mnie, że nie poszedł śladami sierżanta, taką miał naturę, że wolał być obok, jeśli to miało w czymś pomóc. Nawet teraz okazywało się, że na coś się przydał. 

„Zachowuj się, jak na twój wiek przystało”. Co to w ogóle, kurwa, znaczy? Co za różnica, ile mam lat? Ocean jest stary jak ja pierdolę, ale zatopi twoje dupsko z wigorem, o którym ci się nawet nie śniło – wypalił, nie powściągając języka, a mnie odebrało mowę. Dotarło do mnie, jak niewiele o nim wiem, skoro jest w stanie wyrazić negatywne emocje w dość wulgarny sposób.

A miałam go za takiego miłego człowieka. Oczywiście nie takiego bez żadnych wad, bo nikt nie jest święty, ale naprawdę nie spodziewałam się takiej jego strony.

Czułam jednak łączność, bo i mnie podobne wybuchy się zdarzały, choć jedynie w wynajmowanym mieszkanku bez świadków. 

Mężczyzna westchnął, po czym na jego twarz powrócił standardowy uśmiech urzędnika, który chętnie pomoże, jeżeli tylko sprawa nie będzie niezgodna z obowiązującym prawem. Patrzyłam na Daniela uważnie, nie spuszczałam z niego wzroku, można by rzec, że wręcz przyszpilałam go spojrzeniem. Westchnął ponownie, tym razem raczej ze względu na to, że stał się obiektem czyjegoś zainteresowania i powinien z czegoś się wytłumaczyć, po czym też na mnie zerknął.

– O co chodzi? – zapytał, starając się brzmieć w miarę łagodnie, choć przed chwilą brzmiał zupełnie inaczej. 

– Jesteś naprawdę zaskakującą osobą – wyznałam, patrząc mu to w jedną tęczówkę, to w drugą.

Od dawna nie utrzymywałam kontaktu wzrokowego tak długo jak z nim. Do tego on też nie odwracał wzroku. 

– Niby skąd ta myśl?

Jako że na salę wchodziło coraz więcej osób, usunęliśmy się bliżej sceny. Jeszcze tego nam brakowało, by któryś ze słuchaczy nas podeptał, zanim wymówimy do zgromadzonych choćby jedno słowo.

– Dotychczas sądziłam, że jesteś jedną z najbardziej życzliwych osób, jakie poznałam – wyznałam cicho – ale teraz zaczynam w to wątpić. Nie spodziewałam się, że możesz wybuchnąć jak przed momentem, do tego znasz przekleństwa i wiesz, jak ich użyć w zdaniu, by podkreślić własne emocje. Jestem pod wrażeniem, choć jednocześnie nieco przerażona tym odkryciem.

Goodwill parsknął śmiechem, a w jego oczach pojawiły się iskierki szczerego rozbawienia.

– Nie bądź taka. Po prostu za mało jeszcze miałaś ze mną do czynienia, by mnie poznać. Ale to, co zaprezentowałem przed chwilą, to najgorsze zachowanie, jakiego się dopuszczam. I tylko Hibb jest w stanie aż tak wytrącić mnie z równowagi. Wiesz, dotychczas przymykałem nieco oko na to, jakim jest bucem, bo nauczyłem się ignorować część tego, co robi i mówi, ale od kiedy jest nas trójka i swoje frustracje wylewa na ciebie, cholernie mnie to wkurza.

Dziwnie widzieć, że kogoś innego obchodzi to, co dzieje się ze mną. Od kiedy byłam sierotą – raptem rok, więc niby nie tak długo, ale jednak – nie miałam w swoim otoczeniu nikogo, kto miałby na mnie baczenie. Radziłam sobie sama, bo pozostali mi członkowie rodziny byli o wiele starsi i zajęci swoim życiem. 

– Dzięki, że wkurzasz się w moim imieniu – odparłam, po czym zaczerpnęłam powietrza, by zaraz je wypuścić.

Metody radzenia sobie przy atakach paniki może i dawały jakieś podstawy do panowania nad oddechem, ale nie zmieniało to faktu, że w tej chwili wolałabym być wszędzie indziej, tylko nie tu. 

– Hej, Gracie. – Drugi pomocnik szturchnął mnie lekko łokciem w przyjacielski sposób.

– Tak?

– Dacie sobie radę, zobaczysz.

– Chyba nie wiesz, jaka bywa młodzież.

– Za to wiem, jaka bywasz ty i Hibb. Nie dajcie sobie tylko wejść na głowę, a będzie ok. Poza tym nikogo nie trzymamy tu na siłę, jak będą chcieli wyjść, to wyjdą, tylko jeść nie dostaną.

– Myślisz, że młodym chodzi tylko o jedzenie?

Jak już wcześniej przemknęło mi przez głowę, dla części publiki to może być jedyna motywacja do bycia tutaj.

– Nie zdziwiłoby mnie to. Po postu przedstawcie, co przygotowaliście, i tyle, jeżeli pojawią się jakieś pytania, to dacie radę odpowiedzieć, w razie czego sierżant też tu jest i może coś dopowiedzieć.

– A jeśli nie padną żadne pytania?

Daniel uniósł dłoń i położył mi ją na głowie.

– Nie martw się tym, okej? Rób swoje i będzie dobrze, zobaczysz.

Ponoć, kiedy ktoś w nas wierzy, choć jedna osoba, zawsze mamy szansę na sukces. Skoro ja nie bardzo wierzyłam w tej chwili w siebie, skupiłam się na tym, co powiedział mi Goodwill.

Choć żołądek wciąż ściskał się ze stresu.

Przesunęliśmy się pod samą scenę, bym mogła wejść w odpowiednim momencie po kilku schodach na scenę. Gdzieniegdzie prowadzono rozmowy, co wśród nastolatków miałam za coś normalnego, skrzywiłam się jednak, kiedy do moich uszu dotarło:

– Ej, widziałeś tę w mundurze? Ale laska!

– Cicho, stary, ona jest z jakieś dziesięć lat od nas starsza!

– No i co z tego? Figurę ma pierwsza klasa, obracałbym nią jak…

Westchnęłam. Jeszcze czegoś takiego mi brakowało, by uczynić ten dzień gorszym.

– Nie o takim wzbudzeniu zainteresowania mi się marzyło – mruknęłam, a Goodwill nie spuszczał tamtych chłopców z oczu.

– Dla bezpieczeństwa chyba ich wyproszę – rzucił, choć nie miałam pewności, czy dzielił się ze mną swoim planem, czy może przyszło mu to na myśl i nie zdołał powstrzymać języka przed odezwaniem się.

Uśmiechnęłam się pod nosem, bo jego postawa to było wsparcie, choć nadal w nienajlepszym wydaniu.

– Nie musisz tego dla mnie robić.

– O nie, Gracie. Zrobiłbym to dla ich bezpieczeństwa. Jeszcze jeden podobny komentarz, a sam ich obrócę tak ze trzy razy, aż trafią do wyjścia i może przy okazji wybiją sobie z głowy podobne myśli na temat urzędnika państwowego. Ślicznego, ale jednak będącego na służbie.

Wydawało mi się, że się przesłyszałam, że umysł spłatał mi figla i podrzucił komplement do wypowiedzi Daniela, ale przecież… po co własny mózg miałby mi to robić? W takim razie to by znaczyło, że…

Spojrzałam na drugiego pomocnika, ale on nadal wpatrywał się w nastolatków. Za sobą usłyszałam, jak ktoś mnie nawołuje, powinnam więc zmierzać na scenę. 

– Muszę już iść – wyszeptałam, czując, że jest coś o czym powinnam z Goodwillem porozmawiać, kiedy znajdzie się jakaś wolna chwila.

O ile w ogóle będę w stanie zacząć ten temat.

Daniel też na mnie spojrzał, po czym ktoś popchnął mnie w stronę schodów. Poddałam się temu, bo właśnie wybiła godzina zero, a Hibb wkurzyłby się niemiłosiernie, gdybym weszła choć o sekundę spóźniona. Zajęłam miejsce obok pierwszego pomocnika i powiodłam wzrokiem po zgromadzonych, przypomniałam sobie wszystko to, co chcieliśmy przekazać tym młodym ludziom, by czuli się bezpiecznie we własnej okolicy, nie mogłam jednak wyrzucić z głowy jednej rzeczy.

To ostatnie spojrzenie, jakie posłał mi Goodwill, było znajome. Zagadkowe, ale spotkane już wcześniej, przed kilkoma miesiącami, kiedy dopiero zaczęła się rekrutacja na trzeciego pomocnika sierżanta, a ja mijałam go na dziedzińcu, gdy coś tłumaczył Hibbowi. Tak intensywne, że człowiek czuje, jakby był niespodziewanie rozbierany na części pierwsze.

Dlaczego znowu tak na mnie spojrzał? Co takiego mogło się za nim kryć?

Nie mogłam tego rozważać, ale nie podobało mi się zbytnio, że się powtórzyło, a ja nie miałam pojęcia, co się za tym kryło. Pocieszeniem mogło być to, że drugi pomocnik, choć wcześniej sprawiał wrażenie mocno niedostępnego, okazywał się być człowiekiem o dość dobrym sercu. Jeśli go zapytam, może nie będzie uciekał od odpowiedzi, a pomoże mi dojść do ładu z tym, co się dzieje. 

Gdyby tylko zdradził mi protip, co zrobić, by wymazać sobie to jego spojrzenie z głowy, byłabym szczęśliwszym człowiekiem. 


1 komentarz:

  1. A gdzie prelekcja! Caly tekst czekam w napieciu na wystapienie Hae i Hibba i o nie konczy sie jak odcinek serialu, chce następny! Jestem ciekawa czy uda sie przeprowadzic to przemówienie do młodzieży bez przeciwnosci losu i mam silne przeczucie, ze Hibb zrobi z siebie bałwana, co bardzo bym chciala przeczytac ;D
    Hehe, no oddałaś dobrze to napiecie, stres przed publicznym wystąpieniem, sama sie kurde zestresowalam, choc właśnie siedze u fryzjera i popijam kawke ;D Namacalne emocje, Hibb maruda, oj no zycze mu , zeby sie potknal, czy jestem zlym człowiekiem? Xd
    No i Daniel, perełka ;D Odpalił wrotki ;D widzialam oczymy wyobrazni szok Hae ;D ale jak to fajnie wybrzmialo, ze on sie wkurza za nia i ze go tak denerwuje ze Hibb sie na niej wyzywa. Oj przeczuwam tu jeszcze spiecie miedzy panami! Ciekawe czy mam racje!

    OdpowiedzUsuń